PBF osadzony w 1956 roku w szpitalu psychiatrycznym. To miejsce to nie tylko ciężkie przypadki, wyszkolona kadra, ale i tajemnicze morderstwa.


You are not connected. Please login or register

Opuszczony gabinet

Go down  Wiadomość [Strona 1 z 1]

1 Opuszczony gabinet on Czw Cze 23, 2011 2:14 pm



Szpital posiada pokaźną liczbę pomieszczeń przeznaczonych na gabinety, jednak liczba personelu jest nieco niższa. Tym samym idąc pierwszym piętrem można natrafić na opuszczony gabinet. Kiedyś zajmował go pewien lekarz, który chorobliwie poświęcał się swojej pracy. I to do tego stopnia, że w końcu sam stał się pacjentem placówki tego typu. Od tego czasu, jakoś nikt nie kwapi się, by zając to miejsce dla siebie. Pomieszczenie nie jest też czyszczone, bowiem woźny dawno już o nim zapomniał. A to akurat na plus, bowiem ciągle nie zdaje sobie sprawy z tego, że drzwi do tego pokoju, mają popsuty zamek. Dzięki temu wkradnięcie się tam nie stanowi większego kłopotu.


_________________



Zobacz profil autora http://czarodzieje.my-rpg.com

2 Re: Opuszczony gabinet on Czw Cze 23, 2011 3:52 pm

Idylliczne, spokojne popołudnie na korytarzach Świętej Brygidy przerwał rozbrzmiewający, uciążliwy dźwięk jakichś dzwonków. Odgłos ten stopniowo się zbliżał, w zależności od tego, gdzie obecnie był. Kto taki za tym stał? Oczywiście River Lauritz. Któż inny mógłby z dziką pasją zakłócać spokój tego miejsca?
Pół godziny wcześniej chłopak wkradł się do pomieszczenia z różnymi instrumentami. Odkrył tam całkiem niezły zapas jakichś tamburynów, to znaczy inaczej. Zawsze wiedział, że tam są, ale teraz uznał, że stanowią cholernie przydatne znalezisko. Wziął z cztery i związał je grubą nicią, która była jedynym sznurkiem jaki udało mu się znaleźć. Ach ta pieprzona przezorność w trosce o biednych samobójców! Z półki wziął jeszcze mały dzwonek, który wyjątkowo mu się spodobał i przyczepił go do szlufki w turkusowych, jeansowych spodniach. Po tym dopiero wyszedł z pomieszczenia. Oczywiście gdy był już na korytarzu rozejrzał się dokładnie czy przypadkiem nie ma jakiejś pielęgniarki w pobliżu. Jej nie było, ale za to tak samo stał wózek inwalidzki dla jakichś ciężko chorych pacjentów. Jak na złość nie było na nim żadnego katatonika! Nieco niezadowolony tym faktem, postanowił, że i tak przywiąże tam tamburyny. W końcu zawsze będzie mógł spróbować ponownie jak już jakiś się trafi, prawda? Tak więc Riverek z całej siły popchnął wózek by ten przejechał przez jak największą drogę owego korytarza, uderzając przy tym tamburynami o ziemię.
Och hałas był cudowny! Oczywiście przekonał się o tym jedynie z oddali, bowiem już uciekał gdzieś daleko. Tak też na jego drodze pojawił się słynny pusty gabinet w którym to miał okazję przebywać już nie raz i robić mniej bądź bardziej grzeczne rzeczy. Wpadł do niego i zatrzasnął za sobą drzwi. W końcu złapał oddech i odszedł od nich. Musiał tu chwilę przeczekać, przecież nie chciał, by lekarze od razu tak go złapali. Dlatego też usiadł sobie na krzesełku które tu jedynie zostało i zaczął podrzucać swój dzwoneczek, który to stanowić miał jego nową ozdobę.


_________________



Zobacz profil autora http://czarodzieje.my-rpg.com

3 Re: Opuszczony gabinet on Czw Cze 23, 2011 4:40 pm

Jej popołudnie zdecydowanie zostało popsute przez terapie. Dość miała zadawania głupich pytań. Gdy tylko mogła opuścić to okropne pomieszczenie, biegiem udała się do własnej sypialni. Oczywiście miała w tym zacny cel - przespać się. Całą noc jak zwykle pracowała na mieście. Chyba na cała życie zapamięta faceta, który starał się ją wczoraj dotykać. Był okropny gruby i posiadał prawie, że półcentymetrową przerwę między jedynkami. Na jego piersi znajdował się złoty łańcuch, którego prawdę mówiąc przykrywała dżungla kręconych, czarnych włosów. Meredith aż na samo wspomnienie zrobiło się niedobrze. Przewróciła się na drugi bok i zerknęła na Hope. Znów ćwiczyła! Wściekła rzuciła w nią poduszką, a następnie chwyciła małą saszetkę. Zrobiła to tak, aby jej współlokatorka poprawiała niepoprawnie wykonane brzuszki niż skupiała się, co też Meredith bierze ze sobą.
Chciała się wyluzować i zapomnieć o tym pajacu. Jego oddech nawet pachniał spaloną cebulą. Wzdrygnęła się. Cóż to za hałas? Wychyliła głowę za drzwi. Czy to tamburyny? Prędko chwyciła swoje trampki, wkładając je niechlujnie na nogi. Nawet ich nie zawiązała, a już biegła w stronę hałasu. Widziała tylko zarys postaci Rivera oraz pielęgniarkę, która już tuptała swoimi drewniakami. Prędko wzięła w długą. Wszak nie chciała puść do izolatki! Nie dość, że "zrobiła" hałas, to jeszcze miała narkotyki. Niegrzeczna dziewczynka!
Wpadła do pomieszczenia tuż za Riverem, chcąc uspokoić oddech. Zatrzasnęła drzwi, a następnie się o nie oparła cwaniacko uśmiechając się do chłopaka. Powinna sobie wmówić, że ich cały romans przestał trwać dawno, dawno temu, lecz chłopak był idealnym kompanem do szaleństwa i... niezobowiązujących spotkań. Jej klatka piersiowa unosiła się co chwilkę, a Mer wciąż patrzyła na Rivera.
- Jak mnie pocałujesz, to może dam Ci coś fajnego...


_________________


Meredith Lane - 18 lat - socjopatia
Chcesz zdobyć świat? - Podążaj za mną - Wygramy, ja wygram
Zobacz profil autora

4 Re: Opuszczony gabinet on Czw Cze 23, 2011 5:02 pm

Och mrr, Meredith widać poznawała wyjątkowo interesujących mężczyzn w tym swoim biznesie. Swoją drogą, dlaczego ona nic nie wspomniała nigdy na temat tego, że pracuje w striptizie? Owszem, nie przemilczałby tego faktu, ba pewnie pytałby wokół ilu "przystojniaków" danego dnia tańczyła. Ale nie wszystko jeszcze stracone, może przecież kiedyś sam się na nią natknie w takim barze? O to byłoby milutkie spotkanie!
Kiedy drzwi się otworzyły w pierwszej chwili pomyślał, że to pielęgniarka, która usłyszała jego dzwonek, ale okazało się, że to tylko Meredith, która właściwie nie wiadomo skąd się tu wzięła.
- Jak nas zoba.... - ale nie dokończył, bowiem dziewczyna powiedziała coś w miarę interesującego, co zwróciło jego uwagę. Chociaż chciał jej właśnie uświadomić, że jeśli tu wpadnie pielęgniarka, którą mogła właściwie ściągnąć, uciekając po korytarzu, to oboje dostaną izolatki. Zapewne osobne. Zamiast tego jednak Riverek odepchnął się nogami i na krześle, które to miało kółka, podjechał w stronę dziewczyny. Zatrzymał się dopiero będąc tuż przed nią.
- Tak się targować możesz z tą swoją anorektyczką, myślę, że za cokolwiek od Ciebie, byłaby gotowa się przed tobą rozebrać - powiedział kładąc dłonie na drzwiach za Meredith, po jej obu stronach, tak też odcinając jej drogę. Podniósł się ze swojego krzesła, nieprzerwanie obserwując dziewczynę.
- Dlaczego sądzisz, że masz coś co mogłoby mnie w ogóle zainteresować? - Zapytał spoglądając na nią z góry do dołu. No dobrze, istniało kilka takich kwestii, które mogłyby go bardziej zainteresować, szczególnie przyszło mu to do głowy, gdy jego wzrok natknął się na jej biust. Ale później zaraz powędrował spojrzeniem dalej, aż wrócił znów do jej niebieskich oczu.
Więc cóż takiego interesującego masz, mała Meredith?



Ostatnio zmieniony przez River Lauritz dnia Czw Cze 23, 2011 5:42 pm, w całości zmieniany 1 raz


_________________



Zobacz profil autora http://czarodzieje.my-rpg.com

5 Re: Opuszczony gabinet on Czw Cze 23, 2011 5:23 pm

To było bardzo proste dlaczego. Otóż, Riverek by zaraz zaczął z niej drwić i prosić o taniec tylko dla niego. A tu trzeba było sobie zasłużyć... lub zapłacić. Wszystko jedno! Wolała uniknąć jego dogryzań chociażby na tej płaszczyźnie. Poza tym, kto wie? Jeszcze by mu zmienili leki na "szczerość w pigułce" i pozamykali biednej Meredith drzwi. Skąd miałaby pieniądze na narkotyki? Papierosy? Mocno by się zdziwiła, gdyby to właśnie Lauritz wynajął ją do tańca. Jednakże... na pewno spędziłby swój cenny czas bardzo... miło.
Jej do pielęgniarki bardzo daleko, chyba że ukradnie jej uniform i się prędko w niego przebierze. Wszystko dla Rivera oraz dobrej zabawy. Przekręciła głowę, patrząc na chłopaka pod kątem.
- To co? - spytała obojętnie. Grono "białych", bo tak nazywała pracowników szpitala, nigdy nie wchodziło do opuszczonego pomieszczenia, bo też i po co? Skoro było "zamknięte"... Prychnęła, słysząc o swojej współlokatorce. Żeby to ona była jeszcze z nią w dobrych stosunkach! Hope była tylko i wyłącznie pionkiem do jej zacnej gry. Wszak komu mogłaby kłamać o swoich uczuciach, aby osiągnąć cel? Nikomu innemu jak współlokatorce! A ta się na wszystko nabiera... Głupiutka, wygłodniała dziewczynka. Często jej mówiła, że robiąc przysiady, nie dotyka piętami ziemi. A Hope robiła je znowu, poprawiając swoje błędy.
- A Ty byś nie był? - spytała z wyraźnie smutną miną. Uświadomiła sobie, że jej oddech po biegu wrócił do normy, jednakże obecność Rivera wcale nie działa na niego pozytywnie. Zerknęła w jego oczy, a następnie przygryzła lekko dolną wargę. Czyżby był aż tak sprytny i jej nie ufał? Powinien od razu wiedzieć, że coś "fajnego" zawsze będzie interesujące! Spojrzała na niego wyzywająco.
- Bo to - rzekła, sięgając tym samym dłonią zza bluzkę. Przypadkowo mógł się ukazać mu materiał stanika, zupełnie przypadkowo. Zaraz jednak wyjęła małą saszetkę, gdzie mieściły się kapsułki ecstasy. Pomachała nimi przed jego nosem, a następnie zacisnęła pięść, aby nie mógł je w jakiś sposób wyrwać. Drugą dłonią zaś dotknęła jego brzucha przez materiał bluzki, zatrzymując się na pasku. To właśnie za niego pociągnęła, przybliżając do siebie Rivera.
- Jest warte swojej ceny, nie uważasz?


_________________


Meredith Lane - 18 lat - socjopatia
Chcesz zdobyć świat? - Podążaj za mną - Wygramy, ja wygram
Zobacz profil autora

6 Re: Opuszczony gabinet on Czw Cze 23, 2011 6:02 pm

To Meredith ciągle nie zadawała sobie sprawy z tego, że River był na tyle cudownym chłopcem, że po prostu zasługiwał na takie pokazy ot tak? Koniecznie powinna trochę lepiej docenić jakiego złotego chłopca ma przed sobą, bo będzie za późno! Nie no, płacić by jej nie płacił, jeszcze na tyle nie zdurniał, przecież i bez tego zatańczyłaby dla niego. W stroju pielęgniarki? Tak, na to chyba warto byłoby grzecznie poczekać.
- To bym Cię podpalił - odparł, ale przecież żartował. Chyba. Właściwie ciężko stwierdzić. Po pierwsze, był niezrównoważony, po drugie powiedział to całkiem poważnie. Z drugiej jednak strony był patologicznym kłamcą. Więc chyba całkiem ciężko było rozgryźć na ile mówił to poważnie.
- Nakarmiłem ją ostatnio, nie chciałem, by była taka niedożywiona - stwierdził nie do końca zgodnie z prawdą. Bo ani jej nie nakarmił, ani nawet nie on się tym zajmował, jemu bardziej się podobało przypalanie dziewczyny. To Chaira raczej czerpała przyjemność z dożywiania Hope. Ale jakiż byłby dzień bez choćby odrobiny koloryzacji zdarzeń?
Pokręcił głową z równie smutną minką, jak ta którą zrobiła dziewczyna.
- Ale jak się postarasz, to będziesz mieć na to szanse - odparł w końcu pocieszająco. Oczywiście, że nie wierzył w żadne jej "fajnie". Dla niej to mogło mieć inne znaczenie niż dla niego. Zwłaszcza jeśli zaczęłaby mu tu wymachiwać jakimiś kiepskimi lekami zwiniętymi pielęgniarce. Kiedy powiedziała "bo to", w pierwszej chwili oczywiście dostrzegł tylko piersi i nawet coś tam chciał powiedzieć, no ale pokazała mu interesującą saszetkę. Chociaż jego zaciekawiona minka szybko zamieniła się w rozdrażnioną, gdy dziewczę bezczelnie zamknęło rękę w pieść.
- Zdzira - mruknął niezadowolony z przebiegu tej sytuacji, gdy już przyciągnęła go do siebie. Tak wykorzystywać biednego Riverka za ecstasy! No dobra, może to nie był znów taki zły układ, ale przecież wolał dostawać wszystko za darmo.
Najpierw przygryzł jej dolną wargę, a później pocałował, ale nie delikatnie, ani nic w tym stylu, raczej bardziej agresywnie. Jego lewa łapka przesunęła się ze ściany na tyłek Mer, a po chwili ruszył nią dalej po jej kręgosłupie, aż do ramienia i tak też dotarł do jej prawej rączki, w której miała zaciśniętą saszetkę. I wtedy rozpoczął etap wyciągania proszków z jej zaciśniętych paluszków.


_________________



Zobacz profil autora http://czarodzieje.my-rpg.com

7 Re: Opuszczony gabinet on Czw Cze 23, 2011 6:34 pm

Niestety nie zdawała! Może powinien się jakoś wykazać i pokazać, że warto dlań zatańczyć? W zasadzie Meredith nie chciała nikogo z "normalnego" życia traktować jako klienta. Tam każdy był tylko nim. A tu... mógł być wyjątkowym kochankiem, czyż River tego nie chciał? Już ona dobrze wiedziała, jak pragnął, aby mówiła na niego per Bóg Seksu. Warto czekać na wszystko, co jest związane z Meredith Lane!
- W izolatce co najwyższej byś mógł słodko o mnie śnić - odpowiedziała. Zawsze się tak kończyło. Ich wybryk, jedno potknięcie, a już lądowali w kaftanie bezpieczeństwa i dostawali zastrzyk na uspokojenie. A potem... budzili się w izolatce, gdzie znajdowały się cztery ściany, białe pieruńskie, ściany oraz łóżko, również irytująco białe. Niezbyt się tak naprawdę zastanawiała, czy mówił serio czy też nie. Nie mogła się niczego po nim spodziewać, dlatego ich relacja zwykle przynosiła ciekawe kokosy.
- Och, jesteś strasznie miłosierny - rzekła z uznaniem, wodząc dłonią po zarysie jego szczęki. To dlatego Hope tak tyrańsko ćwiczyła! Och, była ciekawa, czym ją tak nakarmił, że pięćset brzuszków to było mało. Mogłaby strzelić go w twarz za kłamstwo, ale i po co? Była święta? W żadnym calu.
- Zawiodłeś mnie, Lauritz. Myślałam, że już wystarczająco się starałam, abyś teraz zrobił pokaz. - dodała po jego wypowiedzi, patrząc mu bezczelnie w oczy. O tak! Chętnie by na to popatrzyła. W zasadzie, ile był w stanie zrobił chłopak, aby otrzymać narkotyk?
Zaśmiała się, słysząc jak ją wyklął. W końcu umowa była prosta, czyż nie? Coś za coś. W tym życiu obowiązują jasne zasady i nie warto kombinować, aby je ominąć. Meredith wolała go prędko sprowadzić na ziemię, że nigdy nie dostanie nic za darmo. Poza tym, pocałunek to wcale nie taka zła zapłata! Gdy tylko przygryzł jej wargę, od razu wiedziała, że było warto przemycać coś nielegalnego. Dłoń bez kapsułek ulokowała na jego karku, delikatnie go masując. Ten dotyk był idealnym kontrastem do ich pocałunku, który wcale Meredith nie przeszkadzał. Właśnie takiego go lubiła. Mogłaby narzekać na "lekkie" przygwożdżenie" do ściany, ale nie, nie chciała! Ochoczo oddała pocałunek, przenosząc dłoń z karku i wplatając ja we włosy. Gdy poczuła jak zacny Riverek kombinuje, zacmokała niezadowolona i pokręciła głową. Zaraz wyrwała dłoń z kapsułkami z jego uścisku, lecz nie miała zamiaru uciekać, nie, nie!
- Wystaw język - rzekła stanowczo, wyciągając jedną z kapsułek. Znów trzymała ją tak, żeby szczwany list jej nie wyrwał!


_________________


Meredith Lane - 18 lat - socjopatia
Chcesz zdobyć świat? - Podążaj za mną - Wygramy, ja wygram
Zobacz profil autora

8 Re: Opuszczony gabinet on Czw Cze 23, 2011 7:30 pm

Wcale nie oczekiwał poklasku i zapewnień, że jest dobry w łóżku, przecież po prostu był! Raczej Mer nie mogła na tą kwestię narzekać w przeszłości? No chyba, że bardziej kręcili ją Ci, którzy byli nieporadni i mogła sobie nimi nieco bardziej sterować. No ale w takim wypadku to już nic na to nie mógł poradzić.
- Wolę uniknąć koszmarów - odparł posyłając jej czarujący uśmiech. Meredith Lane jako skoczek na szachownicy, zbijająca Rivera - wieżę. Nie nie, to brzmiało absurdalnie. Czemu on miewał takie chore sny? No dobra, nie było mu śpieszno do izolatki, ale kto powiedział, że po pobycie w niej jego gniew mijał i zapomniał, że był na kogoś wściekły? Przecież nie zależało mu na innych, ani nie interesował go ich los, czemu więc w przypływie obrazy nie podpalić Mer? Chyba nie stanowiłoby to dla niego większego problemu.
- W końcu wiesz jak ją uwielbiam - odparł wpatrując się w jej oczy, kiedy wodziła ręką po jego twarzy. Mer na pewno pamiętała, jak wyglądało, gdy odwiedzał sobie ją w pokoju, a towarzystwo jej współlokatorki, Hope, było nie na rękę. Poza tym zawsze był dla niej taki milutki! Zwłaszcza kiedy wyprowadzał ją za drzwi.
Ręką, którą jeszcze trzymał na ścianie złapał Lane za podbródek i nieco bardziej naparł na dziewczynę ciałem, przygwożdżając ją do drzwi, które miała za plecami.
- Wiem, że potrafisz się bardziej starać - mruknął do niej. Czy River był w stanie wiele zrobić za prochy? Raczej bez przesady. Nie był ich niewolnikiem, ale z drugiej strony Lauritz nie odczuwał za bardzo granic i potrafił niekiedy robić rzeczy, na które inni wcale by się nie zgodzili. Dla niego przecież wszystko było dobre co stanowiło rozrywkę.
No dobra, ostatecznie ten pocałunek rzeczywiście nie był zła wymianą, zwłaszcza, że przecież oboje mieli z tego trochę przyjemności, czyż nie? No ale on swoją część umowy zrealizował, teraz była pora na Meredith i jej cudowne proszki. A więc proszę bardzo, Riverek niczym po pigułki, które to codziennie udawał, że łyka, wystawił język. Skoro była taka niedobra i nie chciała mu pozwolić samemu sięgnąć do saszetki...


_________________



Zobacz profil autora http://czarodzieje.my-rpg.com

9 Re: Opuszczony gabinet on Czw Cze 23, 2011 9:32 pm

Och, czyżby naprawdę tylko tyle mu wystarczało?! Doprawdy Meredith by w to nie uwierzyła. Nie była aż tak naiwna! Każdy był żądny komplementów w szczególności River. A że nie musiała kompletnie o nich kłamać... Chociaż nie, czasami tak. Chciała go wtedy zranić, ale zwykli godzić się w podobny sposób. Czy Meredith lubiła nieporadnych? Raczej byłby to bardzo nudny związek. Ona wolała czasem wbić szpikulec niż martwić się, że ktoś potknie się o własną nogę, doprowadzając do śmiertelnego wypadku.
- Hope jest Twoim koszmarem? - spytała ciekawa. Przecież gdzież ona pasowała do takiej scenerii?! Chociaż kto tam go wie! Pejczyki i te sprawy bardzo pasowały do chłopaka, lecz bynajmniej nie szachy... Jej wyobraźnia pozwalała dopuścić wersje, że sam jest kościotrupem, a Hope wielkim grubasem. Niewiele odeszliśmy od realizmu, lecz obydwoje wpadają w panikę. Aż dziewczyna wybucha, a jej wnętrzności... Stop! Jak było z tymi szachami? Meredith miała go zbić? Może i była skoczkiem - zapewne zawsze chciałaby być taką figurą - lecz na pewno nie mogłaby tak łatwo wyrzucić go ze swojego życia. Z kim brałaby dragi? Kto dawałby jej tyle frajdy? No na pewno nie ten gość z pracy...
Lepiej nie podpalajmy Meredith. Wszak Riverowi raczej podobała się jej uroda niźli charakter, aby wyczyniać z nią takie rzeczy. A spalona skwarka do czego mu się przyda? Prawdę mówiąc, Meredith już ma taką pamiątkę. Kokardkę na ramieniu, czyżby zapomniał? Lecz to nie on był wszystkiemu winny. Jak zwykle Meredith wolała sama zrobić sobie krzywdę i pokazać, że ból ją nie dotyczy.
- Nie możesz się zdecydowanie jej oprzeć. Ciało anorektyczki rozpala Cię do czerwoności - mówiła zmysłowym głosem, spoglądając w jego oczy, gdy sprawił, że miała co raz mniej miejsca. Teraz mogła czuć jak unosi się klatka piersiowa chłopaka. Otworzyła kapsułkę i uśmiechnęła się, zauważając niebieściutkie kuleczki. Zacmokała, wysypując narkotyk prosto na jego język.
- Lauritz, skąd ta pewność? - spytała, lekko się szarpiąc. Czyżby aż tak bardzo chciał poczuć jej ciało? Jedyny ruch , jaki mogła teraz wykonać, to włożyć całą kapsułkę do ust i mocno ją ssać. Zaraz jednak zobaczyła, że na górnej wardze chłopaka został lekki osad od narkotyku. Miałaby mu niby powiedzieć? A pff! A co niby zostałoby dla Meredith? Wpierw dotknęła językiem wargi z magicznym proszkiem, aby się go w zmysłowy sposób pozbyć, a następnie dla niepoznaki znów wpiła się w jego usta, lecz nie na długo! Przygryzła jego wargę, a następnie odsunęła się od Rivera. Oj tam, dosłownie na parę centymetrów.
- To co z moim pokazem? MDMA nie jest wystarczającym biletem? - spytała, wodząc dłonią pod koszulką chłopaka wzdłuż kręgosłupa aż do części lędźwiowej.


_________________


Meredith Lane - 18 lat - socjopatia
Chcesz zdobyć świat? - Podążaj za mną - Wygramy, ja wygram
Zobacz profil autora

10 Re: Opuszczony gabinet on Pią Cze 24, 2011 1:56 am

No dobra, komplementy były w porządku, ale żeby Lauritz jakoś strasznie się o nie prosił? Nie, nie, aż tak ich nie potrzebował. Swoją drogą raczej także nie za wiele ich mawiał innym, bo i niby po co? No chyba, że tu istniał konkretny cel, to już co innego. Natomiast najwyraźniej zupełnie się rozumieli pod względem preferencji co do drugiej osoby.
- Jakby mi się Hope śniła, nawet dobrowolnie brał bym te nasenne, po których nie ma się snów, czy tam się ich nie pamięta – odparł wyobrażając sobie taką noc z kościstą dziewczyną w roli głównej. Chociaż w sumie, może w jego snach miałaby trochę więcej ciała, a zwłaszcza kobiecych kształtów? Jeśli tylko miałby możliwość nimi posterować, na pewno nieco dodałby jej krągłości. Potem mógłby się zając całą resztą. Więc pejczyki? A tak, rzeczywiście, nie pogardziłby takim snem. Szachy tutaj były jakaś dziwaczną anomalią, nad którą nawet nigdy porządnie się nie zastanawiał, bo przecież co on tam będzie tracić czas na pierdoły? Pewnie świadomość po prostu mu podpowiadała, że jest urodzonym mistrzem tej gry, o czym nigdy się nie przekonał, bo nigdy nie nauczył się w nią grac, ot co.
Tak zmysłowym głosem to mówiła, że byłby uwierzył w te rozpalające do czerwoności ciało anorektyczki, ale raczej w przypadku Meredith.
- Ponoć ona woli laski, więc czyżbyś się przekonała, że tym kościom ciężko się oprzeć? – Zapytał unosząc lekko brew. Pamiętał jak ostatnio uznali, że Hope pewnie woli dziewczyny, chociaż już nawet nie potrafił powiedzieć skąd taki wniosek. Swoją drogą River miał kiepską pamięć, robił tak wiele rzeczy, że wiecznie zapominał o czym gadał parę dni wcześniej. Poza tym nie rozpamiętywał co takiego działo się dzień wcześniej, więc najzwyczajniej wszelakie dialogi szybko wylatywały mu z głowy.
Dziewczyna grzecznie wysypała mu na język narkotyk. Właściwie to jacy oni byli poprawni! Nawet narkotyki które brali, były niegdyś używane w celu psychoterapii, wszystko więc to robili po prostu dla zdrowia! Tak, tego typu leczenie bardzo się podobało Riverowi. Proszek się rozpuścił, a dziewczyna zamiast próbować się wyszarpać, w końcu sama zajęła się swoją tabletką. Potem zainteresowała się proszkiem który pozostał na jego ustach, tak by nic się nie zmarnowało. Pięknie.
- Nie, to był bilet na pocałunek. Jeśli chcesz na pozbycie ciuchów, te też muszą zniknąć – powiedział łapiąc brzeg jej bluzki i podwijając ku górze. Zaraz jego ręka wsunęła się pod ową szmatkę wodząc po jej brzuchu. A ta którą miał na jej podbródku? Otóż jednym z palców przesunął po jej ustach, a później mocno wplótł je w jej jasne włosy.


_________________



Zobacz profil autora http://czarodzieje.my-rpg.com

11 Re: Opuszczony gabinet on Pią Cze 24, 2011 12:12 pm

W zasadzie czy Lauritz o cokolwiek prosił? O ile Meredith dobrze pamiętała, a każdy wie, że jej pamięć była czasami wystawiana na wielkie próby przez narkotyki czy napady furii, zwykł brać to, na co miał ochotę. I w psychiatryku bardzo szybko mu to wybaczano. Był tutaj chyba największym kolekcjonerem zapalniczek, a przecież wiadomo, że tutaj liczy się każdy płomień. Nieraz wybuchały przez to awantury, jednak kto by się przejmował?
- A gdybym ja? - spytała, sunąc opuszkami palców po zarysie ust chłopaka. Przybliżyła się do nich na chwilkę, wystawiając nieznacznie język do pocałunku. Zaraz jednak się odsunęła od niego minimalnie, opierając się o drzwi i czekając na odpowiedź. W zasadzie nie wyobrażała sobie, jaka mogła być Hope w łóżku. Może jednak powinna to kiedyś wykorzystać? Przez seks również spaliłaby wiele kalorii i miała większą z tego wszystkiego satysfakcje! Jednakże jej współlokatora była jedynie pionkiem w grze, więc naiwność dziewczyny doprowadzała ją do szału. Meredith często mówiła, że jeśli zje cały posiłek w nocy wyjdą na miasto. Jaka szkoda, że Hope zawsze "oszukiwała"! Cóż, może rzeczywiście powinna się przyznać, że podkładała jej jedzenie czy sprytnie wkładała do kieszeni, a potem robiła awanturę, że jest wielką kłamczuchą. Niedobra Hope!
- Kiepska była. - skłamała gładko, wzruszając ramionami - Zero zaangażowania, kłoda, chociaż może była nieśmiała? - spytała samą siebie, jednak zaraz pokręciła głową jakby było to mało istotne. W końcu w porównaniu do przeszłości, teraźniejszość była zdecydowanie bardziej atrakcyjna! Narkotyk powoli zaczynał działać. Czuła przyjemny gorąc i lekkie kołatanie serca. I była pewna, że to MDMA.
Zaśmiała się z jego rozumowania. Czyżby pocałunki były aż tak cenne? Trudno, wszystko było warte swojej ceny. Zastosowanie ectasy w ich przypadku było wręcz wskazanie. Wszak obydwoje dawno przestali być empatyczni! Powinni wtedy żyć w latach siedemdziesiątych i brać posłusznie leki. Chyba nie mieliby nic przeciwko temu?
Czując dotyk Rivera na swoim brzuchu, przymknęła lekko oczy i zmniejszyła dystans pomiędzy nimi, o ile się w ogóle jeszcze dało. Jednak nie chciała mu na razie pozwolić na zbyt wiele, wszak musiała zapracować sobie na kolejny bilet! Popchnęła go z całej siły (a gdy nie miała napadów furii posiadała jej znacznie mniej) na krzesło, a następnie złapała jego nadgarstki, aby posłusznie zostały na oparciu. Położyła palec na ustach Rivera, szepcząc:
- Cii, trwa drukowanie biletu.
Wtedy odeszła od niego zaledwie o krok. Nie potrafiła odwrócić się do niego tyłem i nie patrzeć w oczy. Dlatego lekko skierowała głowę w jego stronę, uśmiechając się zmysłowo. Zaczęła zmysłowo kołysać biodrami, wodząc opuszkami palców po swojej talii. Wciąż stała do niego tyłem, dlatego mogła lekko unieść swoją koszulkę, aby pozwolić mu spojrzeć na dwa dołeczki w dole pleców. Zaraz jednak opuściła materiał, unosząc dłoń do góry i wplątując ją we włosy. Zerknęła w jego stronę spojrzeniem, które miał go jednocześnie rozpalić jak i zachęcić do zabawy, wszak tak to chyba powinni nazwać? Stanęła doń przodem, a następnie cicho się zaśmiała, widząc jego minę. Przedstawienie powinno trwać dalej, czyż nie? Opuszkami palców zaczęła muskać skórę brzucha, który został ukazany dzięki niewielkiemu podciągnięciu bluzki. Dotknęła również swoich piersi, które wpierw delikatnie masowała, a na sam koniec ścisnęła mocno. Wciąż kręcąc biodrami, obróciła się wokół własnej osi, podchodząc bliżej Rivera. Chwyciła materiał bluzki i wolno zaczęła go podciągać ku górze. Gdy miała odsłonić już biust, zaczęła biodrami kręcić kółka na jego kolanach, o dziwo bardzo blisko krocza. Zbędny ciuch odrzuciła na bok. Odwróciła się ku jego ustom, lekko je przygryzając. Wtem wstała, odchodząc o krok i wskazała na Rivera smukłym palcem.
- Twoja kolej, Laurtiz. - rzekła, wplatając dłoń we włosy, tym samym od niechcenia je lekko poprawiając.


_________________


Meredith Lane - 18 lat - socjopatia
Chcesz zdobyć świat? - Podążaj za mną - Wygramy, ja wygram
Zobacz profil autora

12 Re: Opuszczony gabinet on Pią Cze 24, 2011 1:24 pm

Oczywiście, że wiele rzeczy mu odpuszczano, ale tak było w całym życiu. No dobrze, może nie zawsze, w końcu za coś ten połamany nos miał, podbite oczy też nie zrobiły się same. Jednak większość ludzi wiele rzeczy mu odpuszczała. Jeśli natomiast chodziło o kradnięcie zapalniczek, zwykł robić to na tyle sprytnie, że raczej nikt nie łapał go z ręką na zapalniczce. Drugą sprawą było już to, że każdy się z czasem zaczął domyślać, kto jest odpowiedzialny za ich znikanie.
- To z ciekawości chciałbym ten koszmarek zobaczyć, byle nie za wiele razy – przecież już mówił, że to byłby koszmar. Jednak z Meredith w roli głównej mogłoby być ciekawiej. A jakby się okazało, że jest tak samo źle jak z Hope, też grzecznie sięgnąłby po proszki. Wcześniej też raczej nie wyobrażał sobie Hope w łóżku, ale odkąd Chaira zapytała, czy by ją przeleciał, aż musiało mu to przyjść do głowy. Co prawda nie pamięta jak wtedy odpowiedział, ale jakie to ma znaczenie, skoro i tak w koło zmienia zdanie? Wtedy pewnie uznał, że może, teraz ani nie chciał sobie takiego czegoś wyobrażać. Nic nowego, Lauritz zmienia zdanie co drugi dzień.
- Musisz ją ośmielić, może daj jej trochę jakiś magicznych tabletek to będzie bardziej w tym ochocza – znalazłoby się parę takich prochów, które na pewno pomogłyby Hope przełamać tą nieśmiałość. To czy później pamiętałaby co robiła, było już drugą sprawą, ale dla Rivera miało to średnie znaczenie. Przecież liczyła się rozrywka. A jeśli o zabawę chodzi, to w tej chwili miał ją całkiem niezłą. Szczególnie, że coś tam zaczęło działać i czuł się troszkę inaczej. Empatycznie! No tak, przecież chciał pozbyć Mer ciuszków, żeby biedaczce nie było za gorąco. Niesłychane działanie miały na niego te narkotyki! Ale nim zdążył okazać jaki jest dobry, dziewczyna popchnęła go na krzesło. Już chciał ją przyciągnąć do siebie, ale ona jego rączki grzecznie ułożyła na oparciu. Kiedy jednak wspomniała o drukowaniu biletu, postanowił grzecznie poczekać. A gdy ujrzał jak dziewczyna zaczyna kołysać biodrami i wodzić palcami po talii, oparł się wygodniej, napawając oczy tym uroczym przedstawieniem. Och jakże mu się to podobało, zdecydowanie częściej powinien oglądać takie występy! Wodził wzrokiem po jej ciele, czując tak ciągle rosnącą ochotę by przyciągnąć dziewczynę do siebie i zupełnie ją rozebrać. Ale nie, nie, grzecznie oglądał! Chociaż kiedy tak zaczęła się kręcić na jego kolanach już nie zamierzał spokojnie trzymać rączek na oparciu, szczególnie, że pozbyła się bluzki, zostając w samym staniku. I gdy jeszcze przygryzła jego wargę, jego dłonie szybciutko wylądowały na jej biuście. Wszystko pięknie, tylko do cholery, ona wymyśliła sobie, żeby wstać!
- Wracaj – aż mruknął, gdy niedobre dziewczę postanowiło sobie od niego odejść. Szczyt! Szybciutko wstał z tego krzesła i znów ją przygwoździł do ściany. Właściwie był rozdrażniony, przecież nieładnie się tak z nim drażnić. Szczególnie, że to taki narwany typ, to się później różnie kończy! Ale teraz tylko naparł na nią i zaczął całować jej usta. Chociaż, okej, doceniał, że zrobiła dla niego bardzo ładny występ, tylko, że wcale nie musiała go tak szybko kończyć, bo to już mu się mniej spodobało. A więc, bilet. Czyli, że też miał coś zdjąć? Właściwie, nie żeby jakoś strasznie marzył o pozbywaniu się ciuchów, ale zrobiło się tu na tyle gorąco (zasługa Mer czy ecstasy?), że nawet nie zamierzał protestować. Przerwał na moment te pocałunki, by szybkim ruchem, złapać brzeg żółtej podkoszulki i zwinnie ją z siebie zdjąć. Jej dalszy los był bliżej w tej chwili nie znany, najprawdopodobniej wylądowała na podłodze gdzieś w okolicach krzesła. Ale za to był znany los rąk Meredith, które zostały złapane w nadgarstkach przez Rivera i przygwożdżone ponad jej głową do chłodnej ściany.


_________________



Zobacz profil autora http://czarodzieje.my-rpg.com

13 Re: Opuszczony gabinet on Pią Cze 24, 2011 2:12 pm

To może Meredith powinna też mu odpuścić i powiedzieć, że nie zasługuje na jej cenny czas za winy przeszłości? Ależ skąd! Co ją tam obchodziło, co powyprawiał. Chciała go tu i teraz bez żadnych ale. I mogli być nawet na szachownicy! Ważne, aby River był zadowolony z jej występu. Wszak ostatnimi czasy przestała się czuć kobieca przez Asmodeusza. Chętnie by się poskarżyła Riverowi na brak jego gustu.
- Postaram się często Cię nie nawiedzać w koszmarach. Może czasem w tych... - urwała, spoglądając na niego. Czuła niesamowity gorąc, wydawało jej się nawet, że nie może złapać oddechu. Unosiła dynamicznie klatkę piersiową, nie mogąc się uspokoić. To była obecność Rivera? Miała dziwne uczucie, że jej piersi momentalnie zaczęły rosnąć i stanik nie pozwalał jej oddychać. Spojrzała w oczy chłopaka, chowając jedną dłoń za plecy. Musiała go odpiąć, musiała zdjąć! Ten gorąc był gorszy niż na safari. Dotarła do zapięcia, które zgrabnym ruchem otworzyła. Niestety River tak do niej przylgnął, że nie miała jak zdjąć materiału. Prędko tylko zabrała rękę zza pleców, bojąc się, że ją zmiażdży.
- Wolę je z Tobą brać, Hope zaraz musiałaby je spalić w swój jakże cudowny sposób. - rzekła z ironią w głosie, wplątując palce w jego włosy. Gdy tylko poczuła na swoich ustach smak gorących i jakże agresywnych pocałunków, nieświadomie wysunęła miednice w przód. Zaczęła znów błądzić dłońmi po jego plecach pod koszulką, dając do zrozumienia, że ten materiał musi natychmiast zniknąć! I się jej posłuchał, cóż za trafna aluzja! Przygryzła swoją wargę, gdy się rozbierał. Nie wiedziała dlaczego, lecz właśnie to ją cholernie podniecało. Więc prędko go z powrotem do siebie przysunęła, wpijając się namiętnie w usta. Sama nie wiedziała, kiedy rozpoczęli na początku tę walkę języków. Może właśnie na to obydwoje mieli ochotę? Wszak pierwsze zdanie było znaczące "pocałuj mnie, a dam Ci coś fajnego". Po tej dwójce doprawdy można było się spodziewać jak to się skończy. Ogarnęło ją niesamowite pożądanie, które rozpalało każdą, nawet najmniejszą, komórkę ciała Meredith. Dlatego właśnie chciała być jeszcze bliżej Rivera. Nic nie robiąc sobie z długich paznokci, złapała go agresywnie za pupę. Czyżby kolejna aluzja, że ma się pozbyć spodni? Jednak ta paskuda ją ukarał! Zaraz zabrał jej rączki, lokując nad głową. Korzystając z tej krótkiej przerwy, próbowała złapać oddech. Bezczelnie spojrzała się w oczy Rivera.
- I co teraz, Lauritz? - spytała prosto w jego usta. Na co czekasz?


_________________


Meredith Lane - 18 lat - socjopatia
Chcesz zdobyć świat? - Podążaj za mną - Wygramy, ja wygram
Zobacz profil autora

14 Re: Opuszczony gabinet on Pią Cze 24, 2011 9:34 pm

Oj chętnie by posłuchał jak to biedaczka przestała się kobieco czuć z powodu jakiegoś lekarza! W końcu miałby kolejny punkt zaczepienia. Biedna Meredith, istny koszmar, nawet ucieka przed nią lekarz bez życia towarzyskiego. O kurcze, jaka szkoda, że mu tego nie powiedziała!
- Nie, seks z Tobą wolę na żywo – aż zamarudził, gdy wspomniała o innych snach z nią. Przecież w snach mogłaby mu życzyć chociaż jakichś nieosiągalnych lasek, więc aktorki, modelki, Mer przecież miał na żywo. No ale dobra było to lepsze i tak od szachownicy pełnej znajomych mu osób. Z jednej strony było mu cholernie gorąco i chętnie pozbył by się ubrań, jednak z drugiej miał ochotę na Mer, a że nigdy nie był cierpliwy, najchętniej po prostu zdjąłby z niej tylko tyle ile było wymagane. Boże święty, czemu ta dziewczyna nie nosiła spódnic, wszystko byłoby prostsze!
- To zależy o jakich mówimy – nie, nie mówił o spalaniu przez Hope, a o tym co Mer mogła podać dziewczynie. Swoją drogą ciekawe, jakby tak jej rzeczywiście coś takiego podrzucić, aż w jego chorej wyobraźni zabłysnęła myśl, że nigdy nie widział jeszcze jak zachowuje się ktoś po tego typu otumaniaczach i czy rzeczywiście tak nic nie pamięta, może kiedyś sprawdzi? Tak czy owak wróćmy do tego co działo się w tej chwili. A więc, bardzo dobrze się składało, że na dziewczynę działało zrzucenie koszulki, bo sam się nieco nakręcił przez ten jej striptiz, a do tego jeszcze ecstasy. Nie, nie usiedziałby teraz spokojnie.
Poczuł jej wbijające się pazurki na tyłku, chociaż ponieważ ciągle miał na sobie jeansy raczej nie odczuł tego jakoś boleśnie. Jednak mimo wszystko złapał jej rączki by przygwoździć je do ściany.
- Teraz bym Cię do czegoś przywiązał, żebyś była grzeczna – odparł na jej pytanie, szybko oddychając. Oczywiście to było dość niemożliwe w tym miejscu, bo jeśli zamierzali pozostać przy ścianie, to lepiej żeby ręce miała swobodne, a z resztą do czego niby miał je przywiązać? Kiedy tak ją trzymał, dopiero dostrzegł, że jej biustonosz najwyraźniej został rozpięty, bowiem był dość swobodnie nałożony.
Dlatego też w końcu grzecznie puścił rączki Mer i pociągnął za jej bieliznę, by się jej pozbyła. Jak cudownie, że nie musiał próbować rozpiąć jej stanika, chyba nie podjąłby tego męczącego zadania, stwierdzając, że przecież może go mieć na sobie. No ale w takim wypadku wszystko było prostsze. Biustonosz poleciał gdzieś za nich, a Riverkowe ręce odnalazły lepszy punkt zaczepienia, jakim były piersi dziewczyny. No ale przecież on nie zamierzał się tu cackać całe popołudnie, tylko przejść dalej, dlatego zaczął rozpinać jej spodnie, a następnie tą dłoń przeniósł na jej na jej pośladki, by zacząć zsuwać z niej te spodnie, a w wyniku tego, te w końcu zatrzymały się przy jej kostkach. Riverek miał na tyle podzielną uwagę, że nawet przy tym ciągle całował się z dziewczyną. Ach, cóż za zdolny chłopak!


_________________



Zobacz profil autora http://czarodzieje.my-rpg.com

15 Re: Opuszczony gabinet on Pon Cze 27, 2011 2:57 pm

Lepiej, aby tego absolutnie nie słuchał. Wykorzystałby jej słabość i już na zawsze zostałaby skreślona. Poza tym, jak w ogóle taka osoba jak Meredith mogła mieć chwilkę, w której nie wierzyła w siebie? To było wręcz... niewyobrażalne. Ostatnimi czasy co raz częściej doskwierały jej nastroje godne ciężkiej depresji. Może właśnie dlatego chciała uprawiać seks z Riverem? Aby udowodnić samej sobie, że wszystko gra, że wszystko jest... zwykłe? Tak jak może być to w psychiatryku.
- Więc nie patyczkuj się ze mną - rzekła gardłowo, patrząc mu w oczy. - Bo zmienię o Tobie opinię jako wspaniałym kochanku. - zagroziła, choć jej szantaż był zupełnie bezpodstawny. Wszak obydwoje wiedzieli, co się zaraz stanie, jeśli nikt ich nie przyłapie. W zasadzie stanowili wybuchową mieszankę. Powinni się siebie bać, a nie... spotykać w tajemnicy. Dlaczegóż ona miała mu cokolwiek takiego życzyć? Wszak była lepsza od tych modelek! Gdyby tylko o tym usłyszała, pewnie uderzyłaby go w twarz, a następnie dla pokazu rozpłakała się, mówiąc, że River okropnie ją skrzywdził. Chłopina trafiłby do izolatki!
- Naćpiemy ją kiedyś, zapomnij o niej teraz - rzekła, czując straszny gorąc. Czyżby depresja i duchota były efektami tableteczek? Walić to! Przywarła do jego ciała, całując gwałtownie jego szyję oraz obojczyk. Nigdy w jeden pocałunek nie wkładała tyle pasji, namiętności. Pożądanie sięgało zenitu. Powinni częściej brać przed seksem takie dodatki.
- Spróbuj. Od kiedy lubisz grzeczne dziewczynki? - spytała, dochodząc z pocałunkami do jego małżowiny usznej. Wtedy robiąc mu na złość, zatopiła swoja ząbki w szyi Rivera, a następnie niewinnie nań spojrzała. Czyż nie tego właśnie oczekiwał? Prędko pomogła mu zdjąć bieliznę oraz odrzuciła w kąt swoje spodnie. Niech lepiej nie narzeka, że nie chodzi w spódnicach, bowiem dla niego może występować nago. Tak właśnie jak teraz. Odchyliła lekko głowę w tył, gdy pieścił jej piersi. Jakże to uwielbiała! W Riverze było tyle zaborczości, gwałtowności, ale również... delikatności. Same sprzeczności budują nędzny świat szaleńców.
Odnalazła usta Rivera, aby ponownie się w nich zatopić. Lecz... nie na długo. Lekko go odepchnęła, bowiem zobaczyła małego stwora siedzącego na fotelu. Potrząsnęła głową, próbując go ignorować, lecz ten podchodził do nich co raz bliżej jakby chciał to wszystko obserwować! Dlatego też Meredith zaczęła całować klatkę piersiową chłopaka, zatrzymując się chwilkę przy sutkach. Następnie pieściła jego podbrzusze i zajęła się zdejmowaniem spodni. Wszak były zupełnie zbędnym materiałem! Gdy ujrzała bokserki Rivera, uśmiechnęła się szeroko. Chciała już rzec 'chodź do mnie, wojowniku", ale postanowiła się opanować. Prędko wyjęła sprzęt chłopaka, aby po chwili wziąć go w usta. Pragnęła dać mu rozkosz, jakiej jeszcze nie miał. Wszak każdy "następny raz" był warunkowany dzisiejszym wieczorem. Jednak nie mogła pozwolić, aby to wszystko tak się zakończyło, wszak i ona chciała być zadowolona. Spojrzała prowokująco w jego oczy. Dalej, River


_________________


Meredith Lane - 18 lat - socjopatia
Chcesz zdobyć świat? - Podążaj za mną - Wygramy, ja wygram
Zobacz profil autora

16 Re: Opuszczony gabinet on Sro Cze 29, 2011 2:08 pm

Wyjątkowo nie lubił, gdy kogoś dopadała deprecha, to było takie… nudne. Zapewne dlatego w psychiatryku upatrzył sobie idealnych znajomych wśród wszelakich socjopatów i innych niezrównoważonych. Przecież z nimi było co robić! Ci wszyscy niedoszli samobójcy tak cholernie go nudzili. Chociaż niektórych próbował ożywić, jeśli ich poziom żywotności był godny pożałowania. To tak w ramach rozrywki.
On się patyczkował? Stała przed nim prawie już zupełnie naga, a przeszli do tego chyba w trakcie dwudziestu minut odkąd się zobaczyli. A w międzyczasie zdążyli jeszcze wziąć ecstasy. Wiec, nie, raczej nie określiłby tego długim patyczkowaniem. A gdyby tak zmieniła opinię, cóż, niewątpliwie jakoś by to przeżył! Jeszcze jakby tak w obrazie o słowa Mer zrobiła cyrk, Riv by się wkurzył i ją przypalił, a co! Od pewnego czasu, a dokładniej po podpaleniu budynków, wyjątkowo spodobała mu się ta opcja. Chociaż inne formy mszczenia się też nie były złe. Jako zadanie domowe, będzie musiał wymyślić coś co nie będzie nawiązywać do jego kolekcji zapalniczek, z których niekiedy ma wielką chęć zrobić pożytek. No ale przecież nie będzie się stale powtarzać. Chyba oboje byli zbyt popieprzeni by w ogóle myśleć w kategoriach, że jedno powinno się obawiać drugiego.
Ale dobra, dobra, przenieśmy się lepiej do rozgrywającej się akcji.
- Od kiedy uznałem, że przywiązane do łóżka wyglądają bardzo interesująco – odmruknął na jej pytanie, gdy ruszyła z pocałunkami w stronę jego ucha. I tu już tylko przymknął oczy, ciągle mając w myślach wizję tej Mer przywiązanej do łóżka. Tak, tak spróbuje, ale jak już będą mieć takowy mebel w zasięgu ręki.
Ale te jego cudowne plany przerwała zmiana taktyki przez dziewczynę. Nim ten się dobrze zorientował, blondynka już powędrowała z pocałunkami w stronę jego podbrzusza. Klęcząca przed nim naga dziewczyna, cholera, jak on lubił takie widoki! Tak więc napawał oczy, gdy ta zajęła się zdejmowaniem jego spodni. Ale wszystko do czasu. Bowiem gdy już wzięła w usta jego męskość, miał tylko ochotę odchylić nieco głowę do tyłu, wpleść rączkę we włosy Meredith i czerpać przyjemność. Właściwie to najchętniej siadłby sobie na tym krzesełku i tak nie przerywałby tego aż do finiszu. To byłoby takie wygodne! Dlatego też mruknął coś tam niezadowolony, gdy dziewczyna przerwała. Ale przecież cudowne prochy odkryły w nim pokłady empatii! Otóż wiedział, że musi dać przyjemność również Meredith! Normalnie raczej by tego tak nie rozważał, ale teraz naprawdę o tym pamiętał. Czyż ecstasy nie było cudowne?
Więc gdy dziewczę spojrzało w jego oczy w jakiś oczekujący sposób, przyciągnął ją do siebie, tak by wstała. Znów ją przygwoździł do ściany jednak zaraz te jej rączki, które trzymał, zarzucił sobie na szyję, tak by go objęła. Jeszcze tylko dał jej do zrozumienia, by obwinęła go zgrabnie nóżkami. I gdy to już było pięknie wykonane, a chłopaczyna przytrzymał ją tak by ta jego wizja jakoś funkcjonowała, bez większych ceregieli wszedł w pannę Lane. Nie zwlekając zaczął się poruszać, w tym swoim ostrzejszym tempie. Bo nie, wcale nie lubił delikatnego i spokojniejszego seksu.


_________________



Zobacz profil autora http://czarodzieje.my-rpg.com

17 Re: Opuszczony gabinet on Czw Cze 30, 2011 11:53 am

Najważniejsze było jednak to, jak człowiek radził sobie z taką depresją. Wszak mógł zamykać się we własnym pokoju i marzyć o rychłej śmierci. A jeśli wtedy właśnie pragnął robić coś szalonego, zupełnie nielegalnego? Tak rodziła się przyjaźń w zacnym gronie psychopatów. Zawsze można było niedoszłemu samobójcy pomóc przejść na drugą stronę mocy.
A któż inny? Może i ecstasy, lecz było towarem wyśmienitej jakości. Chciała go poczuć w sobie już teraz, natychmiast. Nawet odpuściłaby całą grę wstępną. Chyba, że nazwalibyśmy ją czasem, kiedy zacznie działać narkotyk. Meredith nigdy nie przeszkadzała nagość. Zawsze tak spała i nie bała się pokazać własnego ciała. W końcu pracowała w zawodzie, gdzie liczyła się umiejętność podkreślania tego co najpiękniejsze i ukrywania tego, czego się wstydzimy. Dlatego też przebywanie w takiej okazałości przed Riverem wcale nie musiało prowadzić do dzikiego seksu. Nie, nie, nie przypalajmy Meredith. Chyba, że blizna będzie miała określony kształt i Riverek wraz z nią będzie uczestniczył w takim zabiegu. Zerknął przez chwile na jego tatuaże, cholera, niesamowicie ją rozpalały. Chciałaby chociaż raz dojrzeć je i zrozumieć symbolikę, lecz dziecko ADHD na pewno jej na to nie pozwoli.
- Wypróbujemy kiedyś. - rzekła stanowczo, bowiem nie miała po co się go pytać. Obydwoje w kwestiach erotycznych byli otwarci. Wszak każde doznanie ma swoją historie. Poza tym czyż nie wyraził chęci wcześniej? Na pewno znajdą tu jakieś takie miejsce, na pewno będą mogli przeżyć coś nowego i niepowtarzalnego.
Hoho, kiedyś będzie się musiał Riverek odwdzięczyć. Wszak mógł prędko stracić miano kochanka! Jednak Meredith mimo socjopatii i wielkiego egoizmu lubiła sprawiać innym przyjemność, tylko w łóżku. Nie mówmy tu o jakieś wielkiej więzi między partnerami, lecz zwykle zapowiadało to po prostu dobry stosunek. Ot co. Niestety leniuszkowi nic takiego się nie wydarzy, bo Mer nienawidziła nie mieć orgazmu, co za paskuda! Może kiedyś River będzie mógł czegoś takiego doświadczyć, lecz na pewno nie dziś i na pewno nie po narkotykach, które budzą w ich ciałach niesamowite żądze. Empatia w przypadku psychopatów, czyż nie powinni napisać tego we wskazówkach dla ich lekarza?
Gdy tylko przyciągnął ją do siebie, w przelocie pocałowała jego usta i pozwoliła przygwoździć jej ciało do ściany. Poczuła lekki ból, lecz czy to było takie ważne? Była nieśmiertelna, a ból dotyczył tylko słabych. Wplotła dłoń w jego włosy, aby się nimi bawić. Kochała to robić, zwłaszcza, że River nigdy nie miał bardzo krótkich włosów. Drugą zaś położyła na jego karku, tym samym oplatając jego biodra smukłymi nogami. Wysunęła miednicę lekko w przód, gdy tylko ich ciała zostały zespolone. Przymknęła oczy, "niechcący" ciągnąć włosy chłopaka. Prędko dopasowali wspólny rytm, którego daleko było do delikatności i spokoju. W pomieszczeniu jedyne co można było usłyszeć to przyspieszone oddechy, niepowstrzymane jęki oraz lekkie skrzypienie drzwi. Niegrzeczni pacjenci!


_________________


Meredith Lane - 18 lat - socjopatia
Chcesz zdobyć świat? - Podążaj za mną - Wygramy, ja wygram
Zobacz profil autora

18 Re: Opuszczony gabinet on Pią Lip 01, 2011 8:43 pm

Przecież Riverek był wyjątkowo pomocnym chłopcem, zwłaszcza, a raczej jedynie, w imię dobrej zabawy. Więc jeśli tylko „przechodzenie na drugą stronę mocy” byłoby dla niego, jako osoby postronnej, wystarczająco interesujące, to pewnie, on się na to pisze. Dobrodusznie może pomóc.
I całe szczęście, że Meredith nie należała do grona wstydliwych panienek, które miały jakieś większe problemy ze zrzucaniem ciuszków, bo ładnie ujmując, Riv czegoś takiego wyjątkowo nie trawił. No bo przecież czego tu się do jasnej cholery tak wstydzić? Och ach, normalnie go od tego mdliło i nie miał w takich przypadkach cierpliwości. Całe szczęście nie często lądował w łóżku, tudzież pod drzwiami, z tymi nieśmiałymi, nudnymi pannami.
O nie, niech Meredith, tylko nie doszukuje się symboliki, czy jakiegoś głębszego znaczenia w Lauritzowych tatuażach. I zapewne rzeczywiście jej na to nie pozwoli, chociaż gdyby jednak wyszło inaczej, niestety nie ma co liczyć, że Lauritz powie jej na ich temat cokolwiek prawdziwego. Ale taki już jego urok, prawda? Wszak kim był byłby owy Belg bez swoich czarujących i zupełnie bzdurnych historyjek?
Już on postanowił, że wypróbują. Chociaż swoją drogą mógł spróbować przywiązać do łóżka i kogoś innego, ale jakoś tak miał ochotę by to była właśnie Meredith. Za te niegrzeczne rączki, które uwielbiały zostawiać ślady powbijanych pazurów. Poza tym wtedy mógłby zrobić co żywnie by mu się podobało, a Lane po prostu nie byłaby w stanie mu w tym przeszkodzić. Ach, brzmiało cudownie.
I jak uroczo się składało, że w łóżku Mer nie była taka egoistyczna, pewnie w innym wypadku nie wracałby jakoś do ich wspólnego seksu. A tak, proszę, chyba się jeszcze nią tak zupełnie nie znudził.
Jeśli tylko dzięki tym wskazówkom, lekarze przywróciliby cudowne metody lecznicze z lat 70 w postaci łykania ecstasy, sam zaniósłby im dzienniki ze szczegółowymi odczuciami po prochach. Niestety, zamiast zmiany leków, jedyne na co mogliby liczyć, to izolatka, czy też zakaz na ruszanie się z tych pięknych, szpitalnych murów!
A więc naszej parce było bardzo fajnie pod ścianą, ale przecież ile mogą pieprzyc się w tej samej pozycji? A przynajmniej Riv wcale nie chciał. Tak więc w jakiś cudowny sposób, wymyślił, że koniecznie muszą się przenieść. Tylko tak właściwie, to nie było tu zbyt wielkiego wyboru. Mając cały czas uwieszoną na sobie Mer, właściwie nadal w niej będąc i namiętnie całując jej usta, przetransportował ich w stronę będącego nieopodal, parapetu. Na szybie wisiały jakieś zdezelowane żaluzje, jednak jakby z dołu ktoś akurat spojrzał w stronę tego okna, pewnie coś tam, jakoś by dostrzegł. A czy jego to obchodziło? Raczej nie bardzo. Swoją drogą, gdy oparł już dziewczynę na parapecie, mógł uwolnić rączki, wszakże nie musiał jej już trzymać. W zamian mógł dłonie ulokować na jej biuście, trochę mocniej i nie tak delikatnie go łapiąc. I tak też, zamiast trzeszczenia drzwi, między ich przyśpieszonymi oddechami, czy też jakimiś jękami, było słychać szeleszczenie żaluzji. Ot takie uroki przebywania w psychiatryku.


_________________



Zobacz profil autora http://czarodzieje.my-rpg.com

19 Re: Opuszczony gabinet on Nie Lip 10, 2011 7:22 pm

Jego bycie "pomocnym" mocno ograniczało się do zabawy i do tego, żeby jaśnie pan poczuł się wyjątkowo. Jednakże czy doprawdy spełniłby każde życzenie dobrodusznie pięknej Meredith? Ona ma parę życzeń, które tylko czekają na spełnienie! Oczywiście wszystkie zamykają się w sferze czysto seksualnej. Czy wciąż będzie chętny na takie... propozycje?
Och, czego by się tu miała wstydzić. Znała Rivera na tyle, że wiedziała, iż cierpliwości mu nie starczy na spotkanie i jeszcze wolne ściąganie ciuchów! Może miałaby mieć jeszcze jakieś kompleksy? Na pewno takim zachowaniem nie zaintrygowałaby Rivera, ba! Nie mogłaby nigdy liczyć na powtórkę dzisiejszego spotkania. Ona nie była Hope, która wstydziła się swojego ciała. Z resztą, owa dziewczyna posiadała jedynie kości i olbrzymie oczy.
Kiedyś, jawnie obiecuje, ja niżej podpisana Meredith Lane, że blondynka przyjdzie do niego w nocy, jak ten będzie słodko raz niewinnie spał, aby bliżej przyjrzeć się tatuażom. W zasadzie chyba panna Lane wolałaby usłyszeć stek kłamstw, który będzie ją bawił, niż morze prawdy. W końcu ona nie traktuje niczego poważnie, po co jej ta wiedza? Miałaby udawać przyjaciółkę Rivera? Wszak kochała jego historie i to w jaki sposób był kreatywny.
Cóż, nie założyli i nie podpisywali żadnej umowy, że będą dla siebie na wyłączność, bowiem po co i to komu? Jeśli im ze sobą dobrze, będą powtarzali takie spotkania. A Meredith wątpiła, że ktokolwiek ze szpitala pójdzie z nim na takie perwersyjne spotkania. W zasadzie lubiła go zaskakiwać i nigdy nie powtarzać tych samych rzeczy. W końcu obydwoje zaczęliby się nudzić. Dlatego też korzystanie z dobroci leków było wręcz wskazane. Czuła przyjemności płynące z jego obecności (i nie tylko) zdwojoną siłą. Gdy tylko poczuła, jak River chce się przenieść gdzie indziej, prędko zawiesiła dłonie na jego karku. W tej pozycji mogła wciąż namiętnie całować jego usta, nie zapominając o lekkim podgryzaniu czy ssaniu dolnej wargi. Zaraz jednak poczuła silny ból pleców, bowiem River niezbyt kontrolował ich całą dwójkę. Uderzyła w żaluzje, a dokładniej w kraty, które miały niby ratować przed samobójstwami. Syknęła cichutko, odsuwając się od niego na chwilkę. W zasadzie spojrzała w oczy, rozkoszując się ową chwilą. Dłoń wplątała we włosy chłopaka, przyciągając go bliżej siebie, a w dodatku wykonując ósemkę biodrami. Czy dzięki empatii River poczuje owy ból? Okaże się! Drugą zaś dłoń przeniosła na owe kraty i wygięła się w łuk, zanosząc się głośnym krzykiem. Aby resztę jęków opanować, przygryzła wargę na ułamek sekundy, lecz i to nic nie pomogło! Prędko wróciła do całowania zachłannie ust chłopaka, dając tam upust szalonym emocjom.


_________________


Meredith Lane - 18 lat - socjopatia
Chcesz zdobyć świat? - Podążaj za mną - Wygramy, ja wygram
Zobacz profil autora

Sponsored content


Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 1]

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach