PBF osadzony w 1956 roku w szpitalu psychiatrycznym. To miejsce to nie tylko ciężkie przypadki, wyszkolona kadra, ale i tajemnicze morderstwa.


You are not connected. Please login or register

Psychiatryk » 


 » 
 » Stołówka

Stołówka

Go down  Wiadomość [Strona 1 z 1]

1 Stołówka on Pon Cze 06, 2011 6:46 pm



Pomieszczenie to zostało celowo umieszczone blisko ogrodów, bowiem widok zza okien jest doprawdy uroczy i jedynie umila jedzenie. W tym miejscu, jedynie o wyznaczonych porach, jedzą wszyscy, którzy nie przebywają na oddziale zamkniętym. Podczas posiłków, tych którzy jeść nie chcą, nadzorują pielęgniarki. Zastawa oczywiście znajduje się tutaj jedynie bezpieczna dla pacjentów - plastikowa.

Zobacz profil autora http://psychiatryk.web-rpg.org

2 Re: Stołówka on Sro Paź 10, 2012 11:47 am

Punkt czternasta, w Świętej Brygidzie rozbrzmiały dzwony przypominające pacjentom i ich opiekunom, że pora udać się do stołówki na główny posiłek dnia. Wielkie białe drzwi, zostały otwarte na oścież gotowe na przyjęcie spragnionych jedzenia podopiecznych. Oczywiście, Ci którzy wszelakie posiłki za katorgę uważali, także musieli się tu zjawić w asyście pielęgniarek. Ach uroki pobytu w psychiatryku! Jedzenie jak zwykle czekało już na stołach, tym razem, raczej bez niespodzianek, był to ryż, ziemniaki i przegotowana marchewka z groszkiem. Smacznego!

Zobacz profil autora

3 Re: Stołówka on Sro Paź 10, 2012 1:38 pm

Była z siebie dumna jak nigdy wcześniej, no może wtedy jak się wymknęła do pokoju pielęgniarek, utleniła sobie włosy i zrobiła tatuaż. Wtedy była niesamowicie z siebie zadowolona i nawet teraz właśnie się uśmiecha na wspomnienie tego zdarzenia. Na wolności, tak nazywała swój pobyt na oddziale otwartym, bo przecież nigdy jej nie wypuszczą na wolność była już od dwóch miesięcy i jak na razie nie sprawiała nikomu problemów lecz lekko przerażało ją to, że będzie tu gniła do końca swojego nędznego życia. Nie przepadała myśleć o tym jak za paręnaście lat robi to samo co teraz pod stałym nadzorem pielęgniarek i czeka aż ją stąd łaskawie wypuszczą. Przed oczami miała wysoką kobietę o utlenionych blond włosach i tatuażu na przedramieniu. Widziała jak kłóciła się z pielęgniarkami oto aby ją wypuścili kiedyś, oto aby ją w ogóle kiedyś wypuścili. Widziała w jej oczach jak bardzo pragnie się stąd wydostać, pokochać kogoś i mieć z nim gromadkę wesołych dzieci. Nie, nie, nie! Od tych myśli dziewczyna zaczynała mieć odruchy wymiotne. Ona i miłość? To nie do pomyślenia, bo przecież miłość nie istnieje, bo gdyby istniała to matka by ją kochała prawda? Matki kochają swoje dzieci i nie wysyłają je do szkół z internatem, bo się brzydziły na nie patrzeć. Tak nie postępowały z pewnością matki, które kochały swoje pociechy, o nie! Nawet te rude i brzydkie mają kochające rodzicielki, więc co z nią było nie tak? Przecież niczym nie różniła się wcześniej od swoich rówieśniczek, no może była od nich w wszystkim lepsza ale to dlatego, że chciała zaimponować matce, by ją w końcu pokochała. Tamte dzieci nie musiały w niczym imponować rodzicom, kochali je tak po prostu. Zaraz, zaraz! A dzieci? Nie ona przecież nigdy w życiu nie chciała by mieć dzieci. Brzydziłaby się tymi bachorami tak samo jak jej matka. Nawet sama nie zdawała sobie sprawy jaka ona jest teraz do niej podobna. Zakłamana, podła suka!
Wybiła równo czternasta a dzwony w całym szpitalu rozbrzmiewały informując o przygotowanym przez nich obiedzie. Aurora zwlekła się powoli z łóżka i powlokła się wraz z innymi na stołówkę. Całą grupę nadzorowały jak zwykle pielęgniarki i dziewczyna wiedziała, że co najmniej jedna ją obserwuje. Doskonale zdawała sobie sprawę, że nie raz dawała im popalić i do czego jest w każdej chwili zdolna.
Oh jak nasza dzielna blondyneczka uwielbiała te jakże smaczne posiłki podawane w szpitalnej stołówce. Dzisiaj jak zwykle było coś co przypominało papkę, a Surrexit rozpoznała ryż i marchewkę, dalej wszystko zdawało jej się być niezidentyfikowane. Chciała już odstawić talerz ale pielęgniarka spojrzała na nią tym swoim wzrokiem, więc zawróciła się i usiadła przy jednym ze stolików. Do ręki wzięła niechętnie widelec i nałożyła na niego trochę ryżu, po czym niczym samolocik wszystko wylądowało w jej buzi. Jak zwykle ohydne, jednak i tak zdawało się być sto razy lepsze od tego co podawali jej na zamkniętym. Dawno już przestała rozmyślać nad tym jakim ohydztwem ich tu faszerują po prostu jadła i nie marudziła.


_________________


Zobacz profil autora

4 Re: Stołówka on Sro Paź 10, 2012 3:33 pm

Tik tok, tik tok, ileż jeszcze czasu do czternastej? Tik tok, kto mi da leki? Tik tok, czy ktoś tu w ogóle pracuje?! Potrzebuję bardzo moich tabletek, nie potrafię bez nich myśleć. Tik tok, halo, jest tu kto?

Meredith wstała z łóżka i zaczęła chodzić w kółko. Co mogła ze sobą zrobić? Zamknęli ją tu paskudni ludzie za nieodpowiednie słownictwo. Przecież wcale nie znęcała się nad dzieciakiem. Po prostu... rozmawiali. Dobrze, może rzeczywiście zabrała mu zabawkę i kazała mu do niej doskoczyć, trzymając nad nim jakąś szmatkę. Wcale go nie uderzyła! Boże, jak ona okropnie nienawidziła dzieci, a ten jeszcze zajął jej miejsce. Nagle rozległy się dzwony, więc prędko chciała wyrwać się z pustego pokoju, w którym miała przemyśleć swój paskudny charakter. Oczywiście - nie zrobiła tego. W zamian policzyła wszystkie rozdwojone końcówki, próbując je wyrwać, ale zdecydowanie potrzebowała nożyczek. Dopóki nie otworzono jej drzwi, zastanawiała się skąd też wytrzaśnie coś ostrego. Zamek odpuścił, a Meredith wręcz zaczęła biec po coś do jedzenia. Gdy znalazła się w stołówce, zamarła widząc ile tu jest dzieciaków. Aż ją głowa zaczęła boleć! Usiadła na swoim stałym miejscu, czując jak się zbiera jej na wymioty. Jak można było coś takiego podawać w szpitalu?


_________________


Meredith Lane - 18 lat - socjopatia
Chcesz zdobyć świat? - Podążaj za mną - Wygramy, ja wygram
Zobacz profil autora

5 Re: Stołówka on Sro Paź 10, 2012 5:33 pm

Miała naprawdę wiele dość skomplikowanych poglądów na przeróżne tematy. Na przykład jednym z nich były właśnie dzieci. Wiadomo, że jej dzieciństwo nie było łatwe, przez odrzucenie przez własną matkę. Normalny człowiek w takim momencie w przyszłości zadbałby, aby jego własnym dzieciom ta sytuacja nigdy się nie zdarzyła. Oczywiście Aurorka nie należała do grona normalnych ludzi. Była przepełniona niesamowitą nienawiścią do dzieci, a zwłaszcza tych małych. Gardziła szczerze wszystkimi bachorami i opierdalała wszystkie, które zaszły jej w drogę. Nie ważne za co byleby tylko już jej nie przeszkadzały. Pomimo, że od wielu lat siedziała w praktycznym zamknięciu to i tak nienawidziła świeżego powietrza. Przyzwyczaiła się już tak bardzo do prześmierdłego powietrza pachnącego starocią jaki panował w Brygidzie. Można by powiedzieć, że się go wręcz obawiała. Spojrzała z lekkim obrzydzeniem, jednocześnie zmieszanym z prawie niezauważalnym strachem. Wtedy zobaczyła motyla, który beztrosko latał w tą i z powrotem w poszukiwaniu kwiatu nasączonego nektarem. Zaintrygował Aurorę od razu jak zaczarowana wpatrywała się w jego śliczne skrzydełka, które były turkusowo malinowe i układały niesamowite wzorki, których ułożenie było tak skomplikowane, że nie mogła go spamiętać. W pewnym momencie jego przepiękne i kruche skrzydełka zaczęły ciemnieć, jakby jakaś tajemna tajemna siła nagle je pożarła, aż w końcu stworzonko zamieniło się w proszek, który wyparował w powietrzu. Odwróciła się gwałtownie i spojrzała na blondynkę siedzącą tuż obok niej.
- Widziałaś to? - spytała przerażonym tonem jednak wciąż z nutką szorstkości, zakrywając częściowo usta dłonią. Gdy umysł płatał jej figle zawsze się kogoś pytała aby móc odróżnić rzeczywistość od fikcji. To była jedna z zasad, które kiedyś sobie ustaliła aby wyjść w końcu z oddziału zamkniętego, tylko, że zazwyczaj nikogo przy niej nie było i musiała szczypać się boleśnie w rękę. Zrobiła to i tym razem, a w jej oczy stały się szkliste. Jednak wstrzymywała się od płaczu przecież jest twarda nie?


_________________


Zobacz profil autora

6 Re: Stołówka on Sro Paź 10, 2012 6:32 pm

Dzieci, czyli małe, skrzeczące roboty, które swoim jazgotem skarżyły każdemu o najmniejszym przewinieniu Meredith. Nie dość, że to byli mali, zasrani egoiści to jeszcze przy nich trzeba było uważać na to, co się mówi i co robi. A Meredith rzadko kiedy działała rozważnie. W końcu chorowała, mogła robić to, na co miała ochotę. Nigdy tych potworów nie porównywała do swojego dzieciństwa. Musiałaby być naprawdę po ostrych „terapiach”, aby zaczęła wspominać koszmar. W ogóle, kto posyła tu małe dzieci?
Idioci.
Meredith rozejrzała się na boki, szukając jakieś znośnej twarzy. Krzyk dzieciaków, smród obiadu doprowadzał ją do szału. Aż miała ochotę podejść do jednego z nich i uderzyć go talerzem, aby przestał ryczeć i wołać własną matkę.
„NIKT CIĘ DO CHOLERY JASNEJ NIE KOCHA ZWŁASZCZA TA KOBIETA”
Widziałaś to
Meredith poruszyła się, spoglądając się w bok i modląc się, aby to nie było żadne dziecko. Głos niby znajomy, lecz przerażał ją. Brzmiał jakby ktoś był w zupełnie innym wymiarze i tego samego oczekiwał od Meredith. Jednak zaraz się uśmiechnęła, widząc Aurorę. I wszystko stało się jasne.
- Tak, tak! Piękne! Cholera, też bym tak chciała! – rzekła zafascynowana, nie wiedząc, o co zupełnie chodzi koleżance. Ale po co sprowadzać ją na ziemię?


_________________


Meredith Lane - 18 lat - socjopatia
Chcesz zdobyć świat? - Podążaj za mną - Wygramy, ja wygram
Zobacz profil autora

7 Re: Stołówka on Czw Paź 11, 2012 11:18 am

Przepraszam, czy mogę zabić tą pielęgniarkę? A tamtego lekarza? Może chociaż pacjenta? Kiedy już im wszystkim udowodni, że jest normalny, a Ci go wypuszczą, wróci tu i pozabija połowę tych osób. Będzie stać i patrzeć jak ciemnymi korytarzami Brygidy spływają strumienie krwi. I będzie władcą tego miejsca. A potem to wszystko spali.
Naprawdę, do tego ponurego miejsca jak nigdzie indziej pasowały zakrwawione ściany, krzyk i prawdziwy strach, jak muzyka w tle, pięknie uzupełniająca filmową scenę. I byłby reżyserem tego miejsca, i kompozytorem wymyślającym linię melodyjną.
Acz jeszcze nie teraz. Stłumiwszy ponownie w sobie wszelakie zamiary, ruszył korytarzami, które w jego wyobraźni pełne były krzyku, w stronę stołówki. To byłoby dobre miejsce by zebrać sporą część pacjentów w uroczą pułapkę i patrzeć jak każdy z nich bezwolnie pada na ziemie. Nie dziś.
Mijając rząd stolików, w jego wyprane z emocji oczy wpadła Meredith, ku której nachylił się by szepnąć parę słówek.
- Wyniesiesz stąd prawdziwy nóż? - Szepnął jedynie, po czym jak gdyby nigdy nic, ruszył ku kolejnemu stolikowi, by zająć tam miejsce. Więc rzucił wyzwanie. Oczywiście dziewczyna wcale nie musiała temu podołać, zawsze po prostu mogła przegrać w grze. A dlaczego ten akurat atrybut? Ach, a komu po chochli, czy jakimś garnku? Royston zajął miejsce z którego mógł obserwować nie tylko swoją koleżankę, ale i większość psycholi kręcących się po pomieszczeniu. Lubił mieć na nich wszystkich oko.


_________________



Zobacz profil autora http://czarodzieje.my-rpg.com

8 Re: Stołówka on Czw Paź 11, 2012 2:32 pm

Spojrzała dziewczynie w oczy jakby chciała coś z nich wyczytać, a trwało to zaledwie parę setnych sekundy, a potem przybiegł blondyn zbliżył się do Meredith i coś jej szepnął. Oczywiście, że Aurora od razu się tym zaciekawiła, to znaczy kiedy do niej dotarło, że się w ogóle tutaj zjawił. A gdy chciała spojrzeć na chłopaka, lecz niestety jego już nie było. Zniknął, wyparował zrobił jedno wielkie puff i go nie było. Surrexit rozejrzała się niespokojnie po sali w jego poszukiwaniach, jednak nie mogła go znaleźć. Może to zły czarodziej, który chce aby była na zawsze uwięziona w swojej wieży. Tak! Z pewnością chciał najpierw pokonać jej królewicza, a potem ją zamknąć na samym szczycie, by co ranek spoglądała z tęsknotą na okno. Jej wzrok znów powędrował ku na pozór niewinnej z wyglądu osóbki. Przemyślała trzynaście razy, żeby to przyniosło jej szczęście i oparła głowę o łokcie.
- Ja nie wiem czy bym tak chciała... - rzekła cicho wpatrując się w przestrzeń - To było dość przerażające - dodała szeptem po czym zamknęła na chwilę powieki. A gdy je otworzyła świat postrzegała inaczej. Nie chodzi tutaj o jakieś poglądy czy spostrzeżenia, tutaj nic a nic się nie zmieniło. Wszystko co Aurora widziała było w jedynie kolorach czarno białych. Niczym z jednego z filmów, którego i tak praktycznie nigdy nie oglądała blondyneczka. Jednak teraz co widziała uważała za niesamowite te wszystkie barwy czasami uważała za zbyt przytłaczające, intensywne, wręcz rażące w oczy. A teraz było lepiej, a przynajmniej tak jej się zdawało. Ciekawiło ją jaki ma teraz kolor oczu... Czy będzie miała ten sam nudny odcień czy może jej ślepia też zrobiły się czarno białe?
- Jakiego koloru są moje oczy? - spytała szybko Meredith łapiąc ją za rękę. Oh ta ciekawość! Niesamowicie zżera kawałek po kawałku prowokując przy tym niesamowicie ludzi.


_________________


Zobacz profil autora

9 Re: Stołówka on Czw Paź 11, 2012 4:16 pm

Smętnie zaczęła rozglądać się po sali, szukając wzrokiem jakiś anorektyczek. To był pewien rytuał Meredith. Patrzyła na nie, jak się męczą i krzywią, a po chwili czuła się automatycznie lepiej. Chciała czuć jej ból, obrzydzenie, które wypełniało każdą komórkę ciała człowieka, umierając powoli w tłuszczu. Pragnęła patrzeć na drżące dłonie, trzymające plastikowy widelec i wbijające go w mięso. Nie mogłaby pozwolić sobie opuścić tego widoku jak liczą każde ziarenko ryżu, od razu znając jego wartość kaloryczną.
Nagle poczuła zapach, tak znajomy i tak obłędny. Aż na chwilę przymknęła oczy, delektując się tym. River Royston, słodki psychopato. Imponował jej swoją nieobliczalnością, każda chwila tonęła w tajemnicy, której ona nie potrafiła lub jeszcze nie zdołała rozwikłać. Kiedy tylko usłyszała głos chłopaka przy swoim uchu, zadrżała, a jej kark zalała fala gęsiej skórki. Czy podoła wyzwaniu? Uśmiechnęła się cwanie pod nosem, widząc, co będzie mogła zrobić z tym nożem. Och, słodki Riverze. Przez chwilę wodziła za nim wzrokiem, próbując skupić swoje myśli na Aur, lecz jego spojrzenie…
Ja nie wiem, czy bym tak chciała
- Jedz, Aurora, wystygnie Ci cudowne papu – rzuciła, uderzając ją lekko w łokieć, aby nie opierała na nim głowy. – Pragniesz każdej wolności, nawet takiej – dodała stanowczo, nie mając zupełnie pojęcia, o czym mówi jej rozmówczyni. W końcu nie czytała w myślach, więc zdecydowanie porozumiewanie się było utrudnione.
- Czego się boisz? Chcesz być tchórzem jak oni? – rzekła sugestywnie, patrząc na personel. Och, czy była osoba, która w ogóle ich trawiła? Wyglądali jak pingwiny, jedli jak pingwiny i w dodatku byli tak samo zacofani. Splotła ich palce ze sobą, czując wymówkę, aby nadal nie konsumować posiłku, obserwując dziwne manewry anorektyczek. Skubnęła marchewkę, odwracając się w stronę Aur.
- Kolorze strachu.


_________________


Meredith Lane - 18 lat - socjopatia
Chcesz zdobyć świat? - Podążaj za mną - Wygramy, ja wygram
Zobacz profil autora

10 Re: Stołówka on Czw Paź 11, 2012 10:21 pm

Strach, strach, strach... To słowo odbijało się echem w jej chorym umyśle. Pozostawiając po sobie ślad jakby ktoś przejechał brudną ręką po lustrze. Ręką całą we krwi pozostawiając czerwoną smugę na jej umyśle. Westchnęła i wciągnęła głęboko powietrze przy okazji się prostując niczym struna. Zamknęła na chwilę powieki i poczuła ten specyficzny zapach. Nie można go było pomylić z żadnym innym. Niesamowita woń, metaliczna i krwista, jedyna w swoim rodzaju. Napawała się nim do ostatniego tchu i otworzyła szeroko oczy. Już wiedziała w jakim filmie grała. Znała scenariusz i wiedziała co ma robić ale cichutko, bo przecież jeszcze nie pora. Teraz będzie czekać aż w końcu będzie mogła odegrać swą rolę. Grała jednego z głównych bohaterów, więc musiała się popisać. Jak każda gwiazda jednak musiała się przygotować. Pierwszym problemem było jedzenie, gdy tylko pielęgniarki straciły na chwilę czujność Surrexit wcisnęła jakiemuś rozwydrzonemu bachorowi. Wystarczyło spojrzenie a od razu zamilkło. Gdzieś w głębi Aurora właśnie śmiała się śmiechem psychopaty, seryjnego mordercy, czarnoksiężnika STOP! Spojrzała na Mer i uśmiechnęła się uroczo niczym nie zdradzając swoich planów.
- Nie jestem tchórzem! - prychnęła odgarniając włosy do tyłu niczym gwiazda filmowa. Musiała godnie się reprezentować, nikt nie mógł jej przeszkodzić, musiała się unosić aby wczuć się w rolę. - Strach - szepnęła, a słowo echem się odbiło. - To tylko jeden z tych pozorów, jesteś naiwna. - powiedziała stanowczo.


_________________


Zobacz profil autora

11 Re: Stołówka on Pią Paź 12, 2012 12:56 pm

Jedzenie mu się przyda. W końcu nie jest takie złe, nigdy nie miał jakoś nic przeciwko posiłkom. Przeciwnie, lubił sobie zjeść, był smakoszem. Oczywiście w tej kwestii szpital psychiatryczny psychiatryczny nie był najlepszym miejscem do stołowania się. Co jak co, ale posiłki zawsze były tu dość liche i ubogie w... właściwie we wszystko. Jakim cudem jeszcze połowa pacjentów nie dostała anemii to on nigdy nie miał pojęcia. Samemu sobie się dziwił, że wszystko z nim w porządku. Fizycznie oczywiście. No cóż, trudno. Nie mógł specjalnie wybrzydzać póki jeszcze tu siedzi i nie chce przerzucić się na więzienne jedzonko. Pozostało mu tylko skierować się do stołówki o odpowiedniej porze, choćby i miał się załamać stojąc teraz w drzwiach i patrząc na ten cały plebs. Westchnął smutno poprawiając swoje jakże cudne włosy czując mieszaninę zapachów z dzisiejszego posiłku. Dlaczego ta pora musi być zawsze tak smutna? Chociaż z drugiej strony, była pewna zaleta. Niewielkich rozmiarów, siedząca w zasięgu jego wzroku. Musiał się chociaż nią zadowolić. Dlatego też podszedł bliżej, usiadł bez słowa obok Meredith podsuwając sobie bliżej własną papkę. Znaczy się obiadek czy co to tam było. Sam już nie wie co gorsze. Dziewczyna obok niego czy żarcie przed nim, heheszki.
- Mam nadzieje, że nie próbujesz mnie unikać? Nie lubisz tego robić, nie rób - jaki pewny siebie, no kto by pomyślał? Ale co tam, zna ją na wylot, może sobie pozwolić na takie teksty, jakkolwiek miałyby się one do prawdy. To mu nie robiło żadnej różnicy, w końcu w jego życiu prawda nie miała wartości. Ah chwila, przecież obok niej ktoś siedział. Tylko na moment przeniósł spojrzenie na Aurore, nie obchodziła go jednak specjalnie. Podobnie jak i jego współlokator, który gdzieś tam przeszedł obok. Za dużo ma go i tak po nocach.


_________________



I'm a man and I can think what the hell I want

_
Zobacz profil autora http://takmiprzykro.tumblr.com/

12 Re: Stołówka on Pią Paź 12, 2012 1:31 pm

Strach, doprawdy schizofreniczko, Ty wiesz o nim wszystko. Jeden dzień bez wizji jest czymś straconym, czymś nienormalnym, a Ty wręcz gubisz się w tym. Toniesz w strachu. A Meredith karmiła się jej przerażeniem. Aż miała ochotę pogłaskać po głowie Aurorę i powiedzieć „tak, maleńka, tak dalej”. Zaczęła jeść, przestając zwracać uwagi na kręcące się anorektyczki. Rozmyślała, czy ma tak silną wolę jak one. Byłaby w stanie odmówić sobie czegoś, czego bardzo pragnęła? Wolno przeżuwała każdy kęs, kręcąc kosmyk włosów na palec. Ta myśl była tak intrygująca! Wszak Meredith uległa namiętnościom. Nie potrafiła się wstrzymać, wbijając sobie do głowy zdanie „to dla Ciebie jest niedobre”.
- Udowodnij – rzekła obojętnie, wzruszając ramionami. Nawet nie zwróciła uwagi Aurorze, że jakieś tam końce włosów dotknęły jej ciała. – Nawina, że w Twoich oczach kłębi się strach czy może tego, że nie znasz znaczenia tego słowa? – dodała zarazem, nie zagłębiając się w temat, czy jest łatwowierna. Przecież Meredith brała wszystko na dystans. Bardziej interesujące było to: czy naprawdę potrafiła powiedzieć komuś „nie”? Cały czas rozmyślała, nieświadomie przygryzając dolną wargę. – Jaką dziś krainę odwiedzamy?
Zaraz poczuła już znajomych zapach i prędko uwolniła swoje usta spod uścisku zębów. Lekko znieruchomiała, czując jak obezwładnia ją dzika siła. Powróciłaby na swoje poprzednie miejsce, jeśli Sweeney ją tylko przesunął. W końcu była uparta.
- Ach, wszystko wyszło na jaw. Skąd pewność, że nie lubię tego robić? – spytała, zwróciwszy się w stronę chłopaka. Założyła nogę na nogę, lekko podrygując stopą w górę i w dół. Czasem chciała zobaczyć w oczach Sweeneya żądzę, taką, którą mają tylko psychopaci.


_________________


Meredith Lane - 18 lat - socjopatia
Chcesz zdobyć świat? - Podążaj za mną - Wygramy, ja wygram
Zobacz profil autora

13 Re: Stołówka on Pią Paź 12, 2012 1:35 pm

Wolnym krokiem minąłem progi dużego pomieszczenia, które zwyczajowo zwano stołówką. Nawet na chwilę nie uniosłem głowy, by rozejrzeć się po owym miejscu - nie widziałem takiej potrzeby. Hałas, który tu panował mówił sam za siebie. Gwar, kursowanie po między stolikami i głośne rozmowy było czymś normalnym, aczkolwiek w dużym stopniu mnie irytował. O dziwo jednak lubiłem pory posiłków. To właśnie wtedy mogłem obserwować wszystkich pacjentów w ich "naturalnym" środowisku. Pod tym względem nasz psychiatryk nie różnił się wiele od normalnej szkoły. Zwykle pacjenci chodzili grupami, jednak całkiem spora ilość wybierała samotność. Ja zwykle wybierałem tą drugą opcje, co nie znaczyło, że nie rozmawiałem z pacjentami, wręcz przeciwnie- wielu z nich często mnie zagadywało.
Usiadłem w swoim ulubionym miejscu, tuż przy samym oknie, z widokiem na ogrody. Wyciągnąłem, z niedużej teczki, niedawno zakupiony jogurt razem, ze srebrną łyżeczkę zawiniętą w białą chusteczkę. Delikatnie urwałem wieczko od jogurtu i dokładnie wytartą łyżeczką zacząłem jeść. Co prawda nie było to nic sytego, jednak dziś nie miałem ochoty na zwykły obiad ze stołówki.

Zobacz profil autora

14 Re: Stołówka on Pią Paź 12, 2012 6:17 pm

Raz, dwa, trzy.
Coś złego się stanie.
Cztery, pięć, sześć. Dokładnie tyle uderzeń w stół głową można było usłyszeć. Kilka kropel krwi, krzyk personelu "proszę się uspokoić!". Szaleństwo, istne szaleństwo. W kilka sekund sielanka w szpitalu psychiatrycznym zamieniła się w koszmar. Człowiek, który przez przypadek spalił własne dziecko, uderzał równomiernie głową w stół, licząc, że zmiażdży swoją czaszkę. Ludzie siedzący obok odsunęli się od niego. Jedni się śmiali, drudzy zaczęli krzyczeć i rozrzucać wszystko wokół. Dla nich widok był przerażający, dla psychopatów - piękny teatr. Personel rzucił się w stronę człowieka, przestając pilnować zebranych. Skupiał się na samobójcy, który pragnął zakończyć swoją marną egzystencję. Ludzie zaczęli uderzać pięściami w stół, wykrzykiwać swoje rację. Wielu z nich opuściło swoje miejsca, zaczynając szarpać tymi, których nie lubili. I wtem ktoś zaczął wojnę na jedzenie. Ach, to pewnie zgraja tych z zaburzeniami odżywania. Tak, bulimiczka wyrzuciła pierwszy strzał prosto w stronę obecnych lekarzy. Harmider, chaos, normalność.

Zobacz profil autora

15 Re: Stołówka on Pią Paź 12, 2012 7:04 pm

Orchid nienawidziła tego miejsca. Stołówki. Czuła się tu, jakby wszyscy bez przerwy patrzyli jej na ręce, patrzyli jak grzebie w talerzu widelcem, krzywi się na sam widok jedzenia albo podrzuca je komuś z wielkim apetytem. Nie była anorektyczką. Teoretycznie nie, nikt by jej tak nie nazwał. Świetnie kłamała, jeszcze lepiej udawała, że nie ma najmniejszych problemów z jedzeniem. Pojawiała się w stołówce regularnie, nigdy nie pozostawiała obiadu nieruszonego. Siedziała w kącie, odgrywała swoje osobiste przedstawienie.
Tym razem nie tylko ona to robiła. Zjawiła się w stołówce niemal równocześnie z całą chmarą pielęgniarzy, którzy rzucili się ku pacjentowi z zakrwawioną głową. Dziewczyny, w odróżnieniu od pewnie większości osób w pomieszczeniu, ów widok ani trochę nie bawił. Nie wywarł na niej większego wrażenia, bo jej jedyną myślą było uniknięcie jedzenia. Co z tego, że tuż obok ktoś właśnie próbował odebrać sobie życie? Dla niej samobójstwo nie istniało. Było jedynie oswajanie się z bólem, zachowywanie równowagi między cierpieniem psychicznym i fizycznym. I głód był niczym, a jej jedzenie wkrótce opuściło talerz, przypominając już tylko jakąś bliżej nieokreśloną substancję na podłodze. Jedną z wielu.

Zobacz profil autora

16 Re: Stołówka on Sob Paź 13, 2012 8:00 pm

No tyle dziwactw dookoła, a on taki normalny. No, bo co w nim było takiego żeby go od razu zamykać w psychiatryku prawda? Ale skoro juz tu siedzi, to trudno. Z chęcią i zaciekawieniem poobserwuje sobie wszystkich co zebrali się dookoła. Ale nie znaczy, że oni też mają taką swobodę w oglądaniu. Co to, to nie. Że zapomniałem o tym poprzednim poście, bardzo inteligentnie, no to trzeba to zaznaczyć teraz. Nie podobało mu się oczywiście jak Meredith spoglądała w stronę Rzeki. Że ogóle to robiła. No tym w jaki sposób oczywiście się pogrążała i drażniła go jeszcze bardziej. Czy można było to nazwać zazdrością? W pewnym sensie na pewno. Chociaż sam pewnie by tak tego nie nazwał i szybko si z tego wykręcił. Nie może przyznawać sie do tego, że czuje niepewność, to nie w jego stylu. Nie pozwoli sobie na wzbudzanie w samym sobie takich odczuć, ona nie była jakimś nie wiadomo kim żeby igrać z nim w taki sposób. Co ona sobie w ogóle mylślała? No jakaś jedna wielka masakra.
- Nie patrz w jego stronę - zignorował oczywiście jej pytanie, bo i co ją to obchodziło? A zresztą, powinna wiedzieć takie rzeczy. Sama mu musiała wydać swego rodzaju pozwolenie, bardziej lub mniej świadome, żeby mógł skraść jej umysł i ducha. A teraz co, udaje głupią? Że niby i on jest głupi i nic nie wie? Nie ma tak łatwo na świecie. I nie można tak po prostu sobie porozmawiać.
W końcu to psychiatryk, musiało zdarzyć się coś przekraczającego ludzkie pojęcie. Oczywiście od razu wielki harmider i wrzawa, bo komuś odjebało. Pielęgniarze rzucili się na ratunek, a pacjenci skorzystali z okazji żeby zwariować i pozbyć się tej brei.
- No kurwa mać, jesteśmy w psychiatryku czy liceum - warknął odsuwając od siebie jedzenie na które stracił ochotę. Sam nie wiedział czy to kwestia tego, że nie podobał mu się widok rozwalonego faceta czy może trochę groszku jaki właśnie strzepywał z ramienia? Podniósł się z miejsca szukając wzrokiem kogokolwiek o zdrowych zmysłach (w takim miejscu, brawo). Oh, Orchid. Może ona? Nie, zrezygnował.
- Zrób ty coś ze sobą kobieto - frustracje postanowił przerzucić oczywiście jeszcze na Mer, no bo dlaczego by nie? Co ona sobie myśli, że jej wolno siedzieć jak on stoi?


_________________



I'm a man and I can think what the hell I want

_
Zobacz profil autora http://takmiprzykro.tumblr.com/

17 Re: Stołówka on Wto Paź 16, 2012 3:40 pm

Zdziwiona milczeniem Aurory po prostu wzruszyła ramionami. Miała ją pociągnąć teraz za rękę i tworzyć świat tak cholernie nierealny? Pozwoliła jej na chwile marzyć. Nawet pogłaskała koleżankę po główce, patrząc na nią z czułością. Wbrew pozorom czuła więź do niej, której nie potrafiła opisać. Może po prostu rozumiały się jak dwie wariatki, myślami chcące uciec od złego świata.
W zasadzie każdy z nich szukał osoby, tej pewnej jedynej – gotowej do chwycenia nóg za pas. Sweeney i River byli też tacy. Aurora relaksowała ją psychicznie, a oni… zdecydowanie fizycznie. Nieświadomie zaczęła rozmyślać, jak będzie mogła wykonać swoje zadanie. W końcu noże są bardziej pilnowane niż tabletki czy uspakajające napary. River nie mógł poczuć zawodu, powinna mu zaraz sama rzucić krótkim zadaniem. Co mogłaby mu tutaj…?
Nie patrz w jego stronę.
Dlaczego, co zrobiłam źle? Kpisz sobie? Spojrzała niewinnie na Sweeneya, próbując udawać, że nie wie, o co chodzi. Wszak jej myśli wcale nie były grzeszne. Położyła mu dłoń na udzie, lekko wbijając paznokcie.
- Nie bądź nudny. – rzekła, lekko ziewając. Prędko zabrała dłoń, aby zakryć nią usta. Czasem nie rozumiała, o co może mu chodzić. Zwłaszcza, że Meredith miała bardzo ważne zadanie! Gdy rozpoczął się bunt, jej oczy zabłyszczały. Przecież to idealna okazja.
Prędko wstała, ignorując jakieś tam jęki ludzi o przedszkolu. Podeszła do Sweeneya, patrząc na niego badawczym wzrokiem, chwyciła go mocno za dłoń i wznosząc się lekko na palcach, aby czubkiem języka ściągnąć mu kawałek marchewki z ust. Ach, ta wojna na jedzenie.
- Chodź ze mną, musimy coś załatwić! – rzekła radośnie, ciągnąc go w stronę kuchni.


_________________


Meredith Lane - 18 lat - socjopatia
Chcesz zdobyć świat? - Podążaj za mną - Wygramy, ja wygram
Zobacz profil autora

Sponsored content


Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 1]

Psychiatryk » 


 » 

 » Stołówka

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach