PBF osadzony w 1956 roku w szpitalu psychiatrycznym. To miejsce to nie tylko ciężkie przypadki, wyszkolona kadra, ale i tajemnicze morderstwa.


You are not connected. Please login or register

Anneliese „Lolita” Wettin

Go down  Wiadomość [Strona 1 z 1]

1 Anneliese „Lolita” Wettin on Wto Maj 31, 2011 8:33 pm

Imię i nazwisko: Anneliese „Lolita” Wettin
Data urodzenia: 26.06.1991
Miejsce urodzenia: Berlin, Niemcy.
Długość pobytu w szpitalu: sześć lat.
Stan cywilny: panna.




Wygląd postaci:

12.06.2001
Czesałam się dziś tysiąc razy. Dokładnie tysiąc. Myślę, że to będzie bardzo zdrowe. Mam śliczne włosy. Lubię tylko swoje włosy. I dłonie. Mama mówi, że jestem najpiękniejsza na świecie, ale nie wiem dlaczego. Nie jestem wcale do niej podobna, a szkoda, bo mama jest taka śliczna! Mam wielkie, wyłupiaste oczy. Austin mówi, że będę „super laską” ale jemu też nie wierzę. Nic mi się nie podoba. Tylko włosy. Czesałam je dzisiaj tysiąc razy. Wypadły trzy ząbki grzebienia.

4.10.2002
K. mówi, że jestem najpiękniejsza na świecie. Dzisiaj też powiedział, zdjął mi bluzkę. Nigdy jeszcze nie zachwycał się tak moim ciałem. Czemu jestem taka niska? Nie zainteresowałby się wyższą. Dzisiaj nie płakałam, bo ostatnio mama zauważyła, że wracam opuchnięta. Przygryzałam usta bardzo mocno, teraz krwawią. Czesałam włosy tysiąc razy, tysiąc razy brałam prysznic, ale wciąż czuję okropny zapach męskich perfum.

11.09.2003
”To dłonie, mój boże. Nikt nie gra na nich tak pięknie, jak ty.”
Szkoda tylko, że nigdy tak naprawdę nie grałam. K. jest niezadowolony, że zaczynam się zaokrąglać. Dorastać. Powiedział mi tak. Wróciłam do domu i płakałam ze szczęścia nad bardziej kobiecymi kształtami. Może mnie zostawi. Potem czesałam włosy tysiąc razy, mama powiedziała, że sporo przytyłam. Muszę przejść na dietę. Płakałam całą noc. Austin nie słyszał. Pogryzłam dłonie.


24.07.2008
Chyba już wieki nie spoglądałam w lustro. Zawsze nienawidziłam swojego odbicia, ale dzisiaj miałam okazję obejrzeć się w pełnej krasie. Wstawiali akurat nowe lustro do łazienki. Zawsze mijałam to poprzednie, zamykając oczy. Ale teraz natrafiłam na nie, gdy stało na korytarzu. Chwila nieuwagi. Przecież ktoś znów mógł uderzyć w nie pięścią i stłuc, ostatnie tak właśnie zakończyło żywot.
Nie pamiętałam, że tak wyglądam. Jedyne, co było w zasięgu mojego wzroku to dłonie. Nie mogłam znieść widoku swojego ciała, bo widziałam na nim świetliste ślady ruchów jego rąk. Ale dziś spojrzałam.
W pierwszej chwili, myślałam, że to obca osoba. Stanęłam, patrząc przez dłuższą chwilę na dziewczynę w bliźniaczym korytarzu. Stanęła, spłoszona. Była niewysoka. Nie umiałam ocenić jej ciała, bo skryła je ogromnym, powyciąganym swetrem z kokardą. Ale wyglądało tak, jakby nie była zbyt kobieca. Raczej prosta jak kołek, płaski brzuch, płaskie piersi. Nieszczególnie wychudzona, chociaż nogi w czarnych rajstopach miała jak patyczki. Spódniczka za kolana, lakierki. Jak dziewczyna w mundurku z katolickiej, elitarnej szkoły. Ale w nieładzie, niedbałości. Miała takie kościste dłonie. Podniosłam wzrok na jej twarz. Buzia okrągła jak u dziecka. Ściągnięta w wyrazie niepokoju i niepewności. Ciemne, czekoladowe włosy lśniły głębokim blaskiem, jakby czesała je codziennie po tysiąc razy. Nie umiałam ocenić, czy jest ładna. Była jak mała, zagubiona dziewczynka. Ogromne, szaroniebieskie oczy miała wypełnione rozedrganą melancholią, aż musiałam odwrócić wzrok. Potem wróciłam. Zabrali lustro, a ja wciąż stałam nieruchomo. W tym się kochał? To pieprzył? To ty, Lolita.





Charakter postaci:

29.02.2010
Ile jeszcze wytrzymasz, Lolita? Dlaczego wciąż przedstawiasz się tym imieniem? Dlaczego mówisz „Lolita”, a twoja dusza napina się jak drżąca struna, powodując głuchy oddźwięk w pudle pianina? Nawet nie wiesz, jak to się nazywa. K. nie nauczył cię nawet prawidłowej terminologii.
Potrafisz być krytyczna tylko wobec siebie, Anneliese. Wiesz o tym przecież. Wiesz, nienawidząc się tylko na kartach pamiętnika. Przecież wiesz, że nie zagłuszysz tego lekami. Że nie będziesz wciąż miała odwagi podnieść wzroku na innych ludzi i żyć z nimi, wśród nich, nawet obok nich. Wycięli cię ze świata, Anne. K. trzymał nożyczki.
Nie jestem nigdzie bezpieczna. Nieważne, jak wiele razy przetrę środkiem dezynfekującym kraty w oknach, wciąż będą kratami. Wciąż będą brudne, oblepione cudzymi oddechami. Nie wytępisz mrówek. Nie przestaniesz chorować. Ciągle chorujesz. Organizm sam próbuje wyplenić cię ze świata. Choroby są w tobie, a ty jesteś chorobą rzeczywistości. To reakcja obronna, immunologiczna, musisz umrzeć, żeby stał się zdrowszy. Adolf Hitler głosił kult ciała. Organicyzmu. Może powinnam temu się poddać. Ktoś przecież nazwał mnie kiedyś „nazistowską dziwką” jak usłyszał mój akcent. Ci wariaci. Brudni wariaci. Tarzający się w swoich fekaliach. I najgorsze jest to, że ty nie jesteś lepsza. Tarzasz się w ekstrementach własnego umysłu.
Drogi Boże, dlaczego mnie zostawiłeś? Dlaczego nigdy nie było cię ze mną? Gdy K. szeptał, a potem krzyczał nadane mi imię. Gdy robaki pożerały mnie od środka moim własnym strachem. Zostałam sama, jedyna. Dlaczego nigdy nie miałam nikogo?
Wciąż lubię zamykać się w bezruchu i ciszy. Być trochę manekinem. Wtedy nie czuję rozrywającego bólu setek kumulujących się we mnie chorób i zaraz. Czasami nie mogę wstać z łóżka, ze smutku albo ogarniana bezsilnością raka.
Wydaje mi się, że mi nie wierzą. Ale ja po prostu cierpię na tyle schorzeń, że w danym czasie uaktywniają się tylko niektóre.
Ktoś zostawił dziś telewizor włączony jedynie na szumie. Patrzyłam na ten szum godzinami. Jak katatoniczka. Trochę pozazdrościłam katatonikom ich stanu. To była najpiękniejsza rzecz na świecie. Ten ogłupiający szum i jednostajny obraz. Nie myślałam wtedy o niczym, byłam w kompletnej pustce. Świat zabrał mnie od chorób, a potem pielęgniarka zabrała mnie do pokoju i dała leki.
Nie chcę żyć tu i nie chcę żyć tam. Nie wiem, czy chcę żyć gdziekolwiek. Nie wiem, dla jakiego powodu mogłoby być warto. Warto w ogóle? To wszystko jest jedynie niekończącą się męką. Marzę i śnię już tylko o swojej śmierci. Jest tu nawet jeden taki, który myśli, że nie żyje. Nie ma nawet pojęcia, jak mu zazdroszczę.
Ciężko mi mówić, oddychać. Wydaje mi się, jakbym zaraz miała umrzeć, wycieńczona chorobą. A potem mnie badają i orzekają, że jestem zdrowa. Wątroba w dobrym stanie, nerki idealne, płuca śliczne, bo nie palę. Wszystko na swoim miejscu, wszystko lśniące.
”Jak to”, powiedziałam wtedy. „Przecież ja wiem, że gniję.”
Wiedziałam, że mówi to tylko po to, by mnie skrzywdzić. Ludzie tylko krzywdzą. Zawsze krzywdzą. Najpierw pogłaszczą po głowie, a potem uderzą w twarz. Powiedzą, że kochają i zniszczą całe życie. Wiedziałam, że chce mnie zniszczyć. Odczułam wtedy straszliwą ochotę wyrwania długopisu z rąk pielęgniarki. Uderzyłam ją w oko. Zamknęli mnie potem w izolatce, a wcześniej wbili igłę w ramię. Brudną igłę. Teraz mam AIDS, czuję to.
Na terapii powiedzieli mi potem, że zawiodłam ich sobą. Myśleli, że stłumiłam w sobie zachowania obsesyjne. Obsesja. Nie wierzę, że ci niekompetentni ludzie mnie leczą. Austin może i ma rację, że musi mnie stąd wyrwać, że nic mi nie pomoże.
Boję się, że K. wróci. Chcę zaczarować świat, żeby nigdy nie wracał. Podobno jest w więzieniu. Wciąż ma blizny po tym, jak Austin go pobił.
Czaruję świat. Mieszam herbatę szesnaście razy w prawą i siedem razy w lewą stronę. Trzy razy pukam butem o podłogę, zanim otworzę drzwi. Mrugam dwudziestokrotnie zanim wstanę z łóżka. Czaruję wszystko, żebym mogła się czegoś trzymać. Nie potrafię już nawet zliczyć i wymienić wszystkich czynności, które składają się na mnie całą.
Boję się. Nie mam żadnych marzeń, nie dążę do niczego. Wszystko jest bezcelowe i bolesne. Ludzie mnie przerażają i brzydzą. Nie rozumiem tego, jak mogą żyć normalnie. Jak potrafią normalnie chodzić i rozmawiać, jeść, myć się, przebierać, gdy ja nie widzę w tym sensu. Pustka istnienia mnie przerasta. Ale może oni też czarują w ten sposób świat. Może to ich „zachowania kompulsyjne”. Nie chcę na nich patrzeć. Są brudni, rozsiewają zarazki, mają nieczyste dusze i nieczyste myśli. Wyłączyli mi telewizor, będę więc czytać.
Boże, tak bardzo się boję, że zostanę tu do końca. Może to AIDS wykończy mnie wcześniej.





Historia postaci:

17.01.2001
Koleżanki znów się śmieją, że się z nimi nie bawię. Ale nie będę! Te wszystkie ich zabawy są strasznie głupie. Biegają za sobą po boisku i tylko kurzą. Wracają z brudnymi rękami, a chłopcy ciągną mnie za warkocze. Mama pociesza mnie, że niedługo wyjedziemy przecież z Berlina i nie powinnam się martwić. Ale będzie mi trochę smutno. Lubię Berlin i lubię nasz dom, chociaż jest po prababci i pachnie starością.

7.03.2001
Czasem trochę mi smutno, że rodzice nie będą już razem. Tata jest najlepszym tatą na świecie. Ale bardzo rzadko jest w domu i mama mówi, że ma drugą rodzinę. I jego dzieci bardziej go interesują od nas. Wtedy jej tłumaczę, że przecież my też jesteśmy jego dziećmi i wszyscy na pewno byśmy bardzo się kochali. Mama wtedy płacze i każe mi jeść więcej brukselki. Nie lubię brukselki.

18.04.2001
Mama kłóci się z Austinem, słyszałam przez ścianę. Potem przyszła do mojego pokoju i powiedziała, że jestem wymarzonym dzieckiem, bo prawie nic nie mówię. Z ust pachniało jej kwaśno. Austin mówił później, że się upiła. Mama siedziała ze mną i mówiła mi dużo miłych rzeczy, ale wcale nie uważałam je za miłe, trochę się bałam. Powiedziała, że wszyscy nauczyciele tylko mnie chwalą, że takiego sumiennego ucznia ze świecą szukać.
”Ale czemu”, zapytała. „Czemu ty nie masz koleżanek Anne?”
Zasnęła na łóżku Austina, ja poszłam spać na jej wielkie łóżko razem z nim. Skakaliśmy na nim w nocy i było super!


25.05.2001
Dzisiaj pierwszy raz zostałam w szkole po lekcjach. Pani Schnurrbart powiedziała, że jest zszokowana moim zachowaniem. Wszyscy byli. Wezwali mamę do szkoły i mama też była. Tylko ja nie rozumiałam dlaczego wzbudziłam taką sensację.
Elsa podeszła do mnie na przerwie, gdy pisałam w pamiętniku. Usiadła obok i zaczęła coś do mnie mówić. Nie przeszkadzało mi to za bardzo, i tak jej nie słuchałam. Miała dużo brudu pod paznokciami, ale nie odsunęłam się, tylko pisałam dalej. Elsa dalej mówiła. I nagle poczułam chęć, żeby przestała mówić. Nie umiała przestać mówić sama z siebie. Spojrzałam na swój cyrkiel. Mieliśmy geometrię na następnej lekcji, był pod ręką w piórniku. Elsa mówiła, ja wiedziałam, że muszę sięgnąć po cyrkiel. W chwilę później, Elsa krzyczała.


30.11.2002
Trochę zaklimatyzowałam się w Irlandii. Niektórzy wciąż śmieją się z mojego akcentu, dlatego nie odzywam się często. W ogóle rzadko wychodzę z domu. Czasami tylko na spotkanie z psychologiem. Czasami do K., brata narzeczonego mojej mamy.
Z K. spotkałam się, gdy przyszedł do nas na bankiet powitalny. Wyjechaliśmy do Irlandii tylko dlatego, że tu mieszka facet, którego kilka lat temu spotkała w Niemczech mama. Jego brat od razu zaproponował, że nauczy mnie grać na pianinie. Zupełnie za darmo, w kocu byłam „prawie jak rodzina”. Powiedział, że mam idealne dłonie do pianina. Mama się zgodziła, chciała mieć dom jak najczęściej tylko dla niej i jej faceta. Nie przywiązywałam wagi do tych lekcji, ale dzisiaj pogłaskał mnie po głowie i przytulił. To było miłe. Już dawno nikt tak nie robił. Tata nawet nie dzwonił, odkąd wyjechaliśmy z Niemiec.


03.02.2002
Nie nauczyłam się aż tak wiele na tych lekcjach. K. mówi, żebym nie oczekiwała od razu zdolności Chopina. Ale chciałabym. Coraz mniej lubię lekcje. K. zachowuje się dziwnie. Dzisiaj zamknął drzwi na klucz, a potem zamknął się na długo w łazience. Ja wciąż myliłam oktawy. To przez zawroty głowy.

9.02.2002
Chcę umrzeć.

14.02.2002
Znów to zrobił. Powiedział, że jestem jego prezentem na walentynki.

20.02.2002
Nie wiem, czy mówić mamie. Nie potrafię przestać tam chodzić. Boję się. Nie uwierzy mi przecież. K. puszcza teraz amatorskie nagrania, głośno. Austin przechodził raz obok jego domu w trakcie „lekcji”. Powiedział, że coraz lepiej gram. Popłakałam się.

29.05.2003
Za każdym razem to wygląda tak samo. Przychodzę, automatycznie już siadam przy pianinie. Dłonie mi się trzęsą, naciskam powoli klawisze. Nie trafiam w klawisze. K. kładzie swoje dłonie na moich i mówi łagodnie, że się pomyliłam. Gra moimi palcami. Przesuwa dłońmi po moich ramionach i wkłada je pod bluzkę. Zdejmuje bluzkę. Zdejmuje wszystko. Puszcza nagrania. Dotyka mnie całą, wszędzie, cały czas. Zawsze jest dziwnie miękki w tym, co robi. Powolny. Obrzydliwy. Patrzę zawsze na jego twarz, miarowo opadającą się i wznoszącą. Zawsze tak samo. Mówi potem, że jestem jego Lolitą. Że czekał na mnie całe życie. Że kocha mnie całym sercem. Odda mi wszystko. Wypowiada moje imię przez cały czas. Czuję na sobie jego pot.
Lolita... Lolita... Lolita. Lolita. Lolita. Lolita! Lolita! Lolita! Lolita!!! LOLITA!


30.06.2003
Nienawidzę pianina.

11.08.2003
Nienawidzę ogrodu obok jego domu. Zabrał mnie tam dziś. Robaki wchodziły mi we włosy.

17.10.2003
Mama mnie nienawidzi. Nie chcę tam przychodzić, więc wymyślam milion dolegliwości. Boli mnie głowa, brzuch. Mam mdłości. Grypa. Przeziębienie. Żółtaczka. Rak. Martwica mózgu. Mamo, proszę, uwierz. Ja wierzę. Każda choroba atakuje mnie, gdy tylko o niej pomyślę. Wiem, ze ją mam. I że ona jedyna uchroni mnie przed miłością K. On mnie zabije szybciej niż dżuma. Mamo.

29.11.2003
Dlaczego nie działa? Tysiąc rozczesań włosów niszczyło nieszczęścia przez tyle lat, dlaczego teraz nie działa?

3.03.2004
Już nic nie umiem zrobić. Sztywnieję cała, gdy tylko wchodzę do tego domu. Sztywnieję, gdy mama próbuje mnie przytulić. Gdy ktoś przypadkowo muśnie mnie na korytarzu. Nie chodzę do szkoły. Jestem strasznie chora. Zostaję w domu. A gdy mama każe mi iść, wracam. Gdy mnie odwozi, wychodzę na lekcji do łazienki i wracam do domu. Muszę dużo leżeć, nie mogę wstawać. Mam brudne ciało. Matka mnie nienawidzi. Zobaczyła, że dodawałam środku żrącego do kąpieli. Stąd moje krosty na całym ciele. Myślałam, że K. się obrzydzi. K. się zmartwił.
Chciałabym nie mieć sił. Ale coś wciąż mnie pcha, by tysiąc razy rozczesać włosy, szorować się najdokładniej jak mogę. Nie potrafię zdrapać z siebie tego dotyku. Na pewno mam raka. Wkrótce i tak umrę. Skończy się to wszystko.
Nienawidzę swoich dłoni.


17.05.2004
Jutro wyślą mnie do psychiatryka. Próbowałam powiedzieć mamie, że to nie ten typ szpitala, do którego muszą mnie wysłać. Potrzebuję specjalistycznej opieki w centrum badań nad białaczką. Mam białaczkę. Czuję to.
Wczoraj byłam u K. Ale gdy tylko jego skóra dotknęła mojej, poczułam przemożną chęć uderzenia go. Na pianinie spoczywał nóż do otwierania listów. Przebiłam mu dłoń. Wezwał mamę. Wezwał policję. Mama krzyczała, że jestem niewdzięczna. K. płakał i mówił, że mnie kocha. Policja mnie zabrała. Ja myłam ręce na komisariacie, całe były we krwi. Co chwilę ktoś wchodził do łazienki. Myśleli, że się zabijam.
”Nie muszę, i tak mam przerzuty. Do dłoni”.





Ciekawostki, tajemnice:
▪ nienawidzi dźwięku pianina, sztywnieje, gdy tylko go usłyszy.
▪ ma wiele dziwacznych nawyków związanych z wykonywaniem pewnych czynności: włosy czesze tysiącem pociągnięć grzebienia, każdy guzik zapina, odpina i zapina kolejny raz, puka trzy raz butem w podłogę, zanim otworzy jakiekolwiek drzwi, myje ręce nieskończoną ilość razy, etc.
▪ zasypiając, śpiewa sobie samej kołysanki.
▪ nienawidzi wszelkich zwierząt, robaków, czegokolwiek, co rusza się, żyje i oddycha; większości ludzi też.
▪ smak wszelkich cytrusów ją odrzuca.
▪ ma fotorealistyczne, świadome sny, uwielbia swoje alternatywne życie tam, więc śpi jak najdłużej i jak najczęściej może.
▪ wciąż ma mocny, niemiecki akcent kontrastujący z jej anemiczną osobą.
▪ ale nadrabia głosem, jest bardzo miękki, cichy i melodyjny.
▪ lubi francuską literaturę klasyczną.




Choroba: hipochondria, zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne
Rezerwowany wygląd: Barbara Palvin
Dodatkowe uwagi: -


Zobacz profil autora

2 Re: Anneliese „Lolita” Wettin on Wto Maj 31, 2011 10:06 pm

Akceptuję i życzę miłej gry!

Zobacz profil autora http://psychiatryk.web-rpg.org

Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 1]

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach