PBF osadzony w 1956 roku w szpitalu psychiatrycznym. To miejsce to nie tylko ciężkie przypadki, wyszkolona kadra, ale i tajemnicze morderstwa.


You are not connected. Please login or register

Ethan Nightray

Go down  Wiadomość [Strona 1 z 1]

1 Ethan Nightray on Pon Maj 30, 2011 3:44 pm

Imię i nazwisko: Ethan Nightray
Data urodzenia: 12.12.1993
Miejsce urodzenia: Londyn, Wielka Brytania
Długość pobytu w szpitalu: 2 miesiące
Stan cywilny: kawaler

Wygląd postaci:
Smukły, porusza się na patykowatych nogach, lekko się chwiejąc. Możesz mieć zatem wrażenie, że zaraz się wywróci, jednak rzadko mu się to zdarza. Chodzi niepewnie, jakby nie do końca wierzył, że ma nogi, że może się poruszać. Nie zwraca na siebie uwagi, nie odzywa się do nikogo, przechodząc obok. Przecież go nie ma, prawda?
Jednak posiada widoczne mięśnie, które powoli zanikają, przez ograniczanie swojego ruchu naprawdę do minimum.
Nieco kwadratowa twarz, z silnie zarysowaną szczęką i charakterystycznym wgłębieniu w brodzie. Z ostrymi rysami twarzy, dodatkowo nieco wychudzona. Spadają na nią przydługie, czarne włosy, które zazwyczaj żyją swoim życiem. Jakie to zabawne, pisać o życiu w jego przypadku!
Pod grubymi, ciemnymi brwiami znajdują się niebieskie oczy. Są najczęściej nieobecne, nieco wyprane z emocji, czy czasem wręcz szaleńcze. To chyba jedyny dowód na to, że Ethan posiada jeszcze jakiekolwiek odczucia. Szczególnie, że czasem spojrzenie aż skrzy złością. Upiornego nieco wyglądu dopełniają wory pod oczami.
Nos posiada proporcjonalny, prosty, z lekkim garbem. Do tego usta, wąskie i ściśnięte. Często spierzchnięte i popękane.
Ethan jest dosyć na bakier z jedzeniem, co automatycznie powoduje u niego niesamowitą chudość, czy dbaniem o higienę. O to niestety muszą dbać pielęgniarki, bo on przecież wychodzi z założenia, że komuś, kto nie żyje, ani jedzenie czy też picie, ani branie prysznica nie jest do niczego potrzebne. Prawda, że logiczne?
Co się zaś tyczy ubrania, to jest ono zwyczajne. Kompletnie. Za duże ciuchy, porozciągane swetry, zwisające spodnie, jakieś wygodne buty. Nic szczególnego. I obowiązkowo w ciemnych barwach. Ogólnie ubiera się w obojętnie co, zupełnie nie zauważając, czy może do czegoś pasować czy nie. Kto by na to patrzył?

Charakter postaci:
Umarłem kilka lat temu. Wśród syfu domu dziecka, szumowin i idiotów, na zmechaconym, wyliniałym dywanie. Tak jak na to zasłużyłem. Śmierć godna bękarta. Moje tkanki, narządy i kończyny gniły w agonii, rozsiewając smród, który uderzał w nozdrza niczym zdradzona żona i zmuszał do wyrzygania treści swojego dnia na zbutwiałą posadzkę. Wciąż to pamiętam, chociaż już mnie nie ma. Nie istnieję. Został ze mnie niebyt na tym ziemskim padole. Jestem iluzją, chorą wyobraźnią ludzi, którzy twierdzą, że żyję. Co za bzdura. Wszyscy są popierdoleni, zresztą czego się spodziewać po wariatach z psychiatryku? Wmawiają mi jakieś oszczerstwa, kłamstwa. Banda idiotów. Próbuję im to tłumaczyć, jak skończonym debilom, ale i tak nie rozumieją. Nikt tego nie rozumie, bo nikt nie zagłębił się w śmierci tyle, co ja. Tylko ja poczułem jej odór, tylko ja dotknąłem jej kościstych żeber, tylko ja włożyłem dłoń w dziurę w klatce piersiowej, gdzie powinno być serce. Zamiast tego zastałem tam ciemną pustkę. Ciszę obijającą się po uszach, głoszącą nicość świata. Nieistnienie. Tym teraz jestem. A raczej mnie nie ma.
Haha. To zabawne, muszę przyznać. Te całe ideologie o tym, co następuje po śmierci. Ludzie wierzą w jakichś bogów, dusze, demony i nie wiem w co kurwa jeszcze. Nic takiego nie istnieje. I jestem tego pewien. Kto mógłby wiedzieć lepiej ode mnie? Ty? Nędzny popaprańcu? Co ty w ogóle możesz o tym wiedzieć? To ja umarłem. Przeszedłem na drugą stronę. W mroku, zgniliźnie, wilgoci i w smrodzie. Znalazłem się tam, gdzie kończy się świadomość, jaźń, uczucia i myśli. Zbadałem na sobie cały ten proces. Kiedy umierasz, nie ma już nic. Pustka, której nie ma kto zapełnić, nieistnienie. I nikt mi nie wmówi, że jest inaczej. Skoro w końcu zdechłem i nie poszedłem do żadnego piekła czy nieba, czy co wy tam macie, nie przeszedłem żadnego etapu jakiejś pieprzonej reinkarnacji, to znaczy, że te wszystkie religie to pic na wodę. Wyssane z palca bajeczki. To tylko kolejne wasze cholerne imaginacje, ból mózgu, albo pustej przestrzeni po nim. Halo? Jest tam kto? Zapewne pajęczyny i nic poza tym. Jesteście tacy słabi. Pierdoleni tchórze, którzy potrzebują w coś wierzyć, bo inaczej cały świat im się zachwieje. Naiwni i łatwowierni. Pan rzuci im kość, a ci z radością po nią pobiegną. Takich ludzi nie da się szanować. Bo sami nie szanują siebie. Swojego umysłu, swojej inteligencji, ubliżają sami sobie. Dlaczego więc ktoś racjonalny, myślący, powinien być dla nich miły? Bzdury, bzdury, bzdury. Ale to już nie moja bajka. Odszedłem i nigdy nie wrócę. A wy się taplajcie w swoim bagnie urojeń, proszę bardzo. Mnie to już nic nie obchodzi. Bo mnie nie ma. Nie ma mnie tu, więc nie szukaj mnie.

Ethan tkwi w ciągłym stanie negacji. Nieustannie zaprzecza wszystkiemu, szczególnie temu, co żywe. Jest zawsze na „nie”. To jego ulubione słowo, mantra, którą powtarza do znudzenia. Zaślepiony fanatyk swoich ideologii, zatracony bez reszty w ramionach choroby. Ethan nie żyje. Nie egzystuje. Nie odczuwa bólu. Nie ma potrzeb. Nic nie czuje. Nie myśli. Nie współpracuje. Nie ma problemów. Nie istnieje.
Przynajmniej tak twierdzi i nie trudno odgadnąć, że to wierutne bzdury, chora projekcja uszkodzonego mózgu. Tak zachowuje się w stanie skrajnej depresji, która ciągnie się już latami. Tak zachowuje się, kiedy nie bierze leków, kiedy nie ma sesji z psychiatrą. Leży. Gnije. W swoim łóżku. Nie reaguje. Ma zamknięte oczy, nie odzywa się. Nie myje się, nie załatwia potrzeb fizjologicznych. Kiedy ktoś go z tego wybudzi, Ethan najpewniej warknie, że przecież nie żyje. No co jest, stary, jesteś aż tak popierdolony, że gadasz z trupem?
Kiedy jest z nim lepiej, udaje się go przywołać do życia. Teoretycznie. Wstaje. Zaczyna się ogarniać. Bez zbytniej przesady oczywiście, ale to i tak duży postęp. Ale nie odzywa się do nikogo. Nie uważa, aby to było konieczne. Nie będzie rozmawiać z żywymi. Oni go nie rozumieją. A on nie rozumie ich. Ich postępowania, tego, że nie przejmują się śmiercią. Albo wierzą w coś, czego nie ma. Posiadają błędne przekonania na wiele tematów. Ale kim on jest, aby im to uświadamiać?
Kiedy jest z nim naprawdę dobrze, gra na gitarze, rysuje albo maluje. W tym celu wybierze się nawet do klasy artystycznej, w której to spędza większość swojego czasu. I zatraci się bez pamięci w swojej pasji, w swoich wizjach. Które trzeba przyznać, są przerażające. Danse macabre, wnętrzności, ciemność i psychoza to stałe elementy jego prac. Które swoją drogą są świetne. Tak, talentu z pewnością matka natura mu nie poskąpiła. Szkoda tylko, że on tego nie docenia.
Ethan nie jest typkiem, z którym chciałbyś mieć do czynienia. Inteligentny i bystry, wyjątkowo spostrzegawczy i łatwo wiąże fakty. Analityk, racjonalista. To sprawia, że masz wrażenie, jakby wiedział o tobie wszystko. Czy tak jest w rzeczywistości? To już inna bajka. Ale tak, pomimo, iż niespecjalnie często widzisz go w czyimś towarzystwie, to z wielu rzeczy zdaje sobie sprawę. Także uważaj na swoje sekrety.
Humorzasty. W jednej chwili może cię nienawidzić, być chamski, bezczelny i wulgarny, by po chwili sprawiać wrażenie niepewnego, przyjaznego chłopca, który jest do rany przyłóż. W zasadzie to nigdy nie wiadomo, jaki ci się trafi i co nagle zadecyduje o zmianie jego zachowania. Jednak możesz być pewien, że mogłoby to być wszystko. Od nierówno przyciętej fryzury począwszy. Co z tego, że przy poprzednim spotkaniu miałeś taką samą, a on wcześniej nie zwrócił na nią uwagi?
To nieufny typ. Ciężko zdobyć jego zaufanie. Najprędzej uda ci się to, kiedy wyznasz mu, że nie żyjesz tak jak on. Co z tego, że to kłamstwo? Takie jest ci w stanie wybaczyć, nawet, gdy po chwili się do niego przyznasz. Ba! Nawet najprawdopodobniej nie dojdzie do niego, że jest inaczej. On już sobie zakoduje w pamięci taką informację, której będzie się potem kurczowo trzymać. Możesz mu przedstawiać ile chcesz dowodów na to, że żyjesz. On w to nie uwierzy. To typowy mechanizm obronny mózgu. By wytworzyć sobie wygodną przystań, do której może wracać w razie kryzysu. Dzięki temu, że nie jest sam w danej sytuacji, łatwiej mu z tym żyć. Nie uwierzy ci też, kiedy będziesz mu wmawiać, że wcale nie jest trupem. Będzie zażarcie bronić swojego zdania. Gotowy jest nawet do udowodnienia ci tego. Zrani się, byś się przekonał, że krew nie leci z jego rany, bo przecież nie żyje. Oczywiście stanie się inaczej. Jak to wytłumaczy? Tym, że to tak naprawdę nie jego kończyna, bowiem te jego już dawno zgniły. Brzmi absurdalnie? Tak, takie właśnie ideologie mają chorzy na zespół Cotarda. I to są bardzo uparte jednostki. Za nic nie wytłumaczysz im, że jest inaczej. Jedyne, co można zrobić, to ich zaakceptować, albo nawet grać jednego z nich.
Czasem jednak nie musisz. Dlaczego? Bowiem sam Ethan może cię przyporządkować do swojej listy „martwych”, kiedy jest z tobą w bliskich stosunkach. Dlaczego? Otóż jest to spowodowane uszkodzeniem połączenia mózgu, który jest odpowiedzialny za wytwarzanie obrazu danej osoby, z układem limbicznym, który dopasowuje ową podobiznę do odpowiedniego odczucia. W związku z tym chory przestaje czuć więź łączącą ją z bliską mu osobą, która uparcie twierdzi, że jest np. jego przyjacielem. Cierpiący na zespół Cotarda tłumaczą to sobie właśnie tym, że są martwi, dlatego się wzajemnie nie rozpoznają. Tak, kolejny absurdalny pogląd.
Ale naprawdę nie masz się co z nim kłócić, nic tym nie wskórasz. Jedyne, co możesz zrobić, to podjąć wyzwanie, zaakceptować warunki gry. Jeżeli nie jesteś na tyle odważny, to lepiej daj mu spokój.

Historia postaci:
Urodził się z niczym i z niczym pozostał. Matka powiła go sama, w jakiejś ruderze. Pośród przegnitych paneli, kurzu, syfu, szczurów i karaluchów. Ojciec nieznany, ciężko odgadnąć taką tajemnicę, kiedy jest się dziwką, nie? Więc nie oczekujmy tego od niej. Sama zajęła się pępowiną i łożyskiem, choć wszystko wyszło kompletnie nieudolnie. Ostatkiem sił zgłosiła się do szpitala, gdzie zajęli się nią i dzieckiem. Ale tylko jeden dzień, potem wyrzucili ich ponownie na ulicę, bo Marissa nie miała ubezpieczenia. Wpadła w depresję poporodową. Wpadła w pustkę, w beznadzieję. W krainę mroku, alkoholu i używek.
Ethanowi się to nie podobało. Zaznaczał swoją obecność krzykiem, piskiem, łkaniem, wyciem. Zamykała go w osobnym pomieszczeniu a sama chodziła ze stoperami w uszach. Nie umiała się nim zająć. Chyba nawet nie chciała. Okazjonalnie sobie o nim przypomniała, wtedy go karmiła. Mały miał liczne poparzenia przez długie niezmienianie pieluch. Syf, smród i nędza. To było tym, co od zawsze mu towarzyszyło. Co stało się chorą codziennością, nieustanną otoczką. Co wydawało się jedynym trwałym spoiwem w jego życiu. Aż wszystko pękło.
Pękło, kiedy Marissa była już na skraju załamania. Kiedy wróciła po raz kolejny pobita prze alfonsa, kiedy po raz kolejny mały Ethan darł japę. Jak myślisz, ile można wytrzymać na dnie? Niektórzy są twardsi, wytrzymują dłużej. Inni są zbyt słabi, by móc egzystować na tym ziemskim padole. Więc w końcu stało się. Matka zasiliła wątpliwie zaszczytne grono samobójców. A mały Nightray stał się kolejną ofiarą dramatycznej do szpiku kości historii, o których czytałeś nie raz i nie dwa. Ale co się dziwić? Dużo jest ludzi, żyjących w skrajnym ubóstwie, mających popierdolone życie, o których my wiemy jedynie z opowieści. Trzeba jednak spojrzeć prawdzie w oczy.
Ktoś w końcu postanowił pomóc porzuconemu, bezbronnemu dziecku. Kiedy właściciel rudery udał się do ich mieszkania po zapłatę za czynsz, zauważył na podłodze jedynie rozkładające się zwłoki kobiety i umierające z odwodnienia dziecko. Zabrał je. Szedł nieprzyjaznymi uliczkami Londynu, by w końcu dotrzeć do jednego z sierocińców na obrzeżach miasta. Zostawił tam małego, dwuletniego Ethana, a sam zniknął w mroku nocy i chłopak nigdy więcej go nie zobaczył.
Tak, tam się nim w końcu należycie zajęto. Z trudem uratowano mu życie, chociaż on już wtedy był martwy tak naprawdę. Wolniej się uczył, nawet prostych czynności typu chodzenie. Zawsze był w tyle, daleko za swoimi rówieśnikami. Potrzebował specjalnej opieki, którą dostawał. Ale potrzebował też miłości, uczucia. Tych zawsze brakowało. Był niekompletny. Podziurawiony, bez nadziei, perspektyw. Cichy, wycofany, żyjący w swoim świecie. Podejrzewano nawet u niego autyzm. Jednak po licznych sesjach z psychologiem wykluczyli taką ewentualność.
Pochmurne, skrzywdzone dziecko. Odkąd tylko nauczył się rysować, dopadały go przeraźliwe wizje, które przelewał na papier. Wychowawcy byli bezradni i przerażeni jednocześnie. Nikt go nie chciał. Nikt nie chciał pokochać problemowego dzieciaka. Nikt nie chciał doświadczyć komplikacji. Nikt nie chciał wrócić go do życia.
Dorastał więc w samotności, w ciągłym poczuciu krzywdy i zagrożenia. Wymyślił sobie swojego przyjaciela. Nikt. Mr. Nobody. Tak się nazywał. Często z nim rozmawiał. To była chyba jedyna „osoba”, przed którą nie miał tajemnic. Której mówił o wszystkim. Przy której czuł się bezpiecznie. Wyobraził sobie nawet, że to właśnie on kiedyś, jakiś czas temu uratował go z rąk zgniłej matki i wszechobecnych karaluchów i przyprowadził do sierocińca. Mr. Nobody urósł do rangi bohatera.
To był sygnał, który wszystkich zaniepokoił. Znów zaczęły się sesje z psychologiem. Wmawiali mu, że Pan Nikt nie istnieje. On się tego wypierał. Jak mogli? Jak mogli twierdzić, że jedyna osoba, z którą jest tak związany, nie istnieje? Mimo młodego wieku popadł w depresję. Nie jadł, wciąż leżał w łóżku i odmawiał jakiejkolwiek aktywności. Zawieźli go do szpitala, by karmić go przez kroplówkę. Wtedy też nastąpił pierwszy atak jego choroby. Jak zwykle leżał, nic nie robił, miał zamknięte oczy. Jednak tak jak wcześniej się chociażby odzywał czy poruszał, tak teraz nic. Cisza. Przerażająca nicość. Jakbyś mówił do trupa.
Po jakimś czasie lekarz stracił cierpliwość. Zlecił jakieś badania, wszystko było w porządku. Spytał więc podniesionym tonem: „Ethan, dlaczego się nie odzywasz?!”. Wtedy chłopak na chwilę otworzył oczy. „przecież kurwa nie żyję” - warknął do niego. Lekarz załamał ręce. Chłopak szalał. To było pewne.
Od tamtej pory rozpoczęła się długa wędrówka od jednego psychiatryka do drugiego. Nikt nie potrafił zdiagnozować, co mu w ogóle jest. Jasne, był obłąkany, ale co dalej? Dopiero tutaj, u św. Brygidy doktor Springfield wykrył u niego rzadką chorobę, zespół Cotarda. I wtedy rozpoczęło się leczenie. Medykamenty, sesje, terapie. Stan Ethana się trochę poprawił, to fakt. Ale wciąż jest za wcześnie. Wciąż siedzi w tym głęboko. Wciąż nie wynaleziono odpowiedniej formy pomocy dla niego. Zapewne zostanie tu jeszcze bardzo długo.


Ciekawostki, tajemnice:
▪ czasem, w kryzysowych sytuacjach, wciąż kontaktuje się z Mr. Nobody
▪ jego ojcem jest jeden z dilerów, jednak ani on ani Ethan nic o tym nie wiedzą
▪ zna jedynie angielski, bo i tak nie było pewności, czy w ogóle nauczy się mówić
▪ nie pali, nie pije, nie ćpa. Ciężko wymagać tego od człowieka, który nawet zapomina się załatwić czy coś zjeść
▪ jest humorzasty i raczej nieprzewidywalny, ale nie krzywdzi innych. Przynajmniej nie fizycznie
▪ nie wierzy w nic nadnaturalnego
▪ albo leży u siebie w sali, albo w klasie artystycznej, gdzie albo gra na gitarze albo rysuje/maluje. Nigdzie indziej się raczej nie rusza. Przynajmniej nie sam

Choroba: zespół Cotarda
Rezerwowany wygląd: Jeremy Young
Dodatkowe uwagi: brak


_________________


{made the choice to go away
drink the fountain of
D E C A Y
tear a hole exquisite red
fuck the rest and stab it
D E A D}

kp|rp
Zobacz profil autora

2 Re: Ethan Nightray on Pon Maj 30, 2011 3:58 pm

Akceptuję i życzę miłej gry. :>

Zobacz profil autora http://psychiatryk.web-rpg.org

Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 1]

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach